Jesteśmy już po podziale. Jedna grupa została w KIBIKO, a my czyli Danusia, Piotr, Szymon i Maciek dotarliśmy do KOROGOCHO. Trafiliśmy do całkowicie innego świata – do slumsu. Mnóstwo ludzi na ulicach, barak przy baraku, góry śmieci i charakterystyczny zapach palonego plastiku. Szybko zorientowaliśmy się, że jesteśmy lokalną atrakcją – szczególnie dla dzieci, które bezustannie wołały do nas: muzungu – czyli ‚biały’ i równie często, bez różnicy na odpowiedź ‚how are you?’. Od razu mieliśmy możliwość spotkania się z młodzieżą. Wiele pytań, wiele ciekawości i radości cała masa. Teraz w blasku świec (prądu nie ma tutaj już od 1.5 miesiąca), wspólnie przygotowujemy kolację. Dom Kombonianów, gdzie właśnie jesteśmy, bardzo prosty i ubogi, tutaj w slumsie wydaje się być wyjątkowo luksusowy. I znów szybko zaskoczyła nas noc. Pełni wrażeń czekamy co przyniesie nowy dzień.

A oto relacja „reszty” – Ewy, Łukasza, Mateusza i Krzyśka – która została w Kibiko. Pożegnaliśmy jadących do Korogocho i spotkaliśmy się, żeby omówić propozycje na cały pobyt w Napenda Kuishi i liznąć trochę swahili. Następnie weszliśmy znowu między chłopców – tak minął nam czas aż do kolacji. A kolacja tutaj możne trwać godzinę, możne nawet więcej, bo po jedzeniu nasi młodzi koledzy dzielili się swoim dniem, to znaczy opowiadali, co było dobrego, co złego, był to też czas rozwiązywania konfliktów. Zostaliśmy zaproszeni do biblioteki, do wspólnej nauki. Ewa słuchała płynnie czytanych informacji o AIDS, Łukasz pokazywał Polskę i Kenię na mapie świata, a mi Zacariah opowiadał bajkę o Czerwonym Kapturku. Ćwiczyliśmy przy okazji angielski, tłumacząc chłopakom znaczenie slow takich jak “mirror”, “gingerbread”, czy pomagając rozróżnić “fly” od “flew”.