Latest Entries »

We wtorek, pojechaliśmy wraz z ojcem Pio do ośrodka prowadzonego przez siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi położonego w Bushulo. Nasz pobyt rozpoczęliśmy Mszą św. w języku angielskim (tak dla odmiany), by później udać się wraz z siostrą na obchód po całym obiekcie. To właśnie w tym szpitalu swoją pracę, jako fizjoterapeuta, ma rozpocząć nasza Magda. Sam szpital nie jest jednym budynkiem, lecz podzielony jest na kilka mniejszych, w których znajduje się administracja, izba przyjęć, poszczególne oddziały: ginekologiczny, położniczy z salą operacyjna, dziecięcy (gdzie przybywają głównie niedożywione dzieci) oraz zakaźny; a także laboratorium, gdzie przeprowadza się testy na obecność takich chorób, jak gruźlica, malaria, AIDS i innych. Po południu natomiast udaliśmy się do ośrodka Sióstr Misjonarek Miłości, by zanimować trochę dzieciaki. Tym razem postanowiliśmy wykorzystać nasze umiejętności składania samolocików i łódek z papieru. W niedługim czasie plac szpitalny zapełnił się od uradowanych dzieci puszczających samoloty, czy próbujących swoich sił w samodzielnym składaniu papieru.

Środowego poranka natomiast udaliśmy się do szkoły podstawowej prowadzonej przez Siostry Misjonarki Miłości. Pomimo tego, iż w Etiopii trwają obecnie wakacje, szkoły organizują dla swoich uczniów letnie zajęcia wyrównawcze. Lekcje zaczynają się o 9:00 i kończą o 11:30 posiłkiem. Dzieci podzielone były na 5 oddziałów, zależnie do klasy, do której uczęszczają w czasie roku szkolnego. Po przyjeździe, nasza szóstka podzieliła się na trzy grupy, ponieważ chcieliśmy poprowadzić lekcję w każdym z oddziałów. Dla młodszych roczników przygotowaliśmy szlaczki, które zapewne pamiętacie ze szkoły podstawowej. Ze starszymi dziećmi poprowadziliśmy lekcję angielskiego przy pomocy gry memory. Po zakończeniu zajęć wróciliśmy do ośrodka sióstr, gdzie pobawiliśmy się z dziećmi. Wieczorem, pojechaliśmy z bp. Giovannim do domu rekolekcyjnego Getsemani w pobliżu Bushulo w którym wzięliśmy udział w adoracji Najświętszego Sakramentu. Na miejscu biskup Giovanni wygłosił homilię do młodych ludzi, którzy przebywali tam na dziewięciodniowych rekolekcjach. Podczas czuwania była możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Na koniec oficjalnej części adoracji uczestniczyliśmy w procesji nad samo jezioro Awassa, gdzie położona jest kaplica, w której młodzież czuwała prze całą noc przy Najświętszym Sakramencie.

Czwartkowego dnia również wyruszyliśmy do szkoły, ale tym razem położonej na obrzeżach Awassy. Łącznie w tej szkole letniej uczyło się ponad dwieście dzieci w wieku do trzynastu lat. Podczas przerwy organizowaliśmy zabawy które bardzo spodobały się dzieciom. Natomiast później przeprowadziliśmy lekcję z kilkoma klasami. Wykorzystaliśmy materiały, które przygotowaliśmy na zajęcia w poprzedniej szkole. Popołudnie spędziliśmy u Sióstr Misjonarek Miłości bawiąc i ucząc dzieci.

A w następnym wpisie napiszemy coś o etiopskim nowym roku i wielu powodach do świętowania ;)

Pozdrawiamy!

Porcja zdjęć

Witajcie!

Wybaczcie, że ostatnio nie dodawaliśmy zdjęć, lecz począwszy od weekendu mieliśmy przejściowe problemy z Internetem. Niestety, w ośrodku sióstr Misjonarek Miłości nie można robić zdjęć, zatem galeria będzie nieco okrojona.

Miłego oglądania ;)

Dzień rozpoczęliśmy od uroczystej mszy świętej w języku amharskim, której przewodniczył bp Giovanni. 26 lipca jest wyjątkowy dla mieszkańców Awassy, ponieważ tego dnia wspomina się Gabriela Archanioła,który jest patronem głównej świątyni Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Tego dnia do miasta zjeżdża się wielu wyznawców, więc są problemy ze znalezieniem miejsca noclegowego.

Po mszy świętej i śniadaniu mieliśmy w końcu czas na małą selekcję zdjęć, która przedłużyła się do lunchu. W czasie sjesty Mateusz spotkał się z wieloma osobami ponieważ jest tu dużą atrakcją, nie dość, że jest białym, to jeszcze ma długie włosy, co u miejscowych mężczyzn jest niespotykane.

Po południu udaliśmy się do ośrodka prowadzonego przez Siostry Misjonarki Miłości mieszczącego się w Awassie. Wybraliśmy drogę biegnącą wzdłuż wybrzeża Jeziora Awassa, które skupia popołudniowe życie mieszkańców. Siostry pokazały nam cały ośrodek, na który składa się szpital z oddziałami męskim i żeńskim-dziecięcym. Ludzie tam przebywający cierpią na różne schorzenia: od gruźlicy,poprzez malarię, na urazach kończąc.Siostry przyjmują również ciężarne kobiety pozostawione przez rodziny. W ośrodku mogą przebywają one do 3 miesięcy po porodzie. Ponadto, w obiekcie znajduje się gromadka zdrowych dzieci, które przybyły ze swoimi chorymi mamami, gdyż nie miały one z kim ich zostawić.

W poniedziałkowy poranek uczestniczyliśmy we Mszy św. odprawionej po polsku przez o. Maćka, następnie udaliśmy się do ośrodka sióstr Misjonarek Miłości. Podzieliliśmy się na dwie grupy: Mateusz i o. Maciek pomagali w szpitalu przy prostych zabiegach oraz ćwiczyli swój amharski podczas rozmów z chorymi. Marcelina, Monika i Tomek pomagali przy sprzątaniu oddziału dla kobiet. Po przerwie obiadowej, już w pełnym składzie postanowiliśmy umilić dzieciom czas poprzez zrobienie wycinanych z papieru opasek na głowę z różnymi postaciami. Radość dzieci, spowodowana tak prostym z naszej strony gestem była nie do opisania. Po wykonanym przez nas kawale ciężkiej roboty uznaliśmy, ze już czas spróbować narodowego dania Etiopczyków – indżerę, zatem na kolację udaliśmy się spróbować owego dania. Pomimo specyficznego smaku, indżera nam posmakowała i mamy nadzieję, że znajdziemy czas, by jeszcze jej posmakować.

Pozdrawaimy z Awassy!

Selam!

Dzisiaj przesyłam kolejną, obszerniejszą relację. Miłego czytania!

Piątkowy dzień w Awassie rozpoczęliśmy Eucharystią, odprawianą w języku Sidamo w katedrze. Pomimo faktu, iż rozumieliśmy jedynie słowo ‘Amen’ oraz gesty, ta Msza św. była dla nas ciekawym doświadczeniem. Liturgii, w swojej formie, bliżej było do tych odprawianych w Europie niż tych znanych z opowiadań uczestników wypraw do Kenii czy Ugandy.

Jeszcze przed południem udaliśmy się do szkoły średniej prowadzonej przez siostry kombonianki. Niestety, z powodu wakacji, w szkole nie było uczniów, lecz nie była ona całkowicie opustoszała: przerwę wakacyjną wykorzystano do przeprowadzenia drobnych napraw, malowania budynków i przygotowania do nowego roku szkolnego, który rozpocznie się za 3 tygodnie. Najpierw udaliśmy się do głównego budynku, gdzie spotkaliśmy się z siostrą Danielą. Przybliżyła nam ona temat edukacji w Etiopii oraz wprowadziła w funkcjonowanie szkoły. W Etiopii szkoły są bezpłatne na każdym poziomie edukacji (łącznie z uniwersytetami), dzięki temu Etiopia ma jeden z niższych wskaźników analfabetyzmu w Afryce. Niestety, poziom szkół publicznych jest na bardzo niskim poziomie. Brakuje wykwalifikowanej kadry, ponieważ zawód nauczyciela nie cieszy się dużym prestiżem i wielu nauczycieli traktuje swoją pracę jako tymczasową. Ponadto, egzaminy wstępne na studia są bardzo trudne i niewiele szkół (głównie prywatnych) dobrze przygotowuje swoich uczniów do ich zdania. Jedną z takich szkół jest właśnie liceum prowadzone przez siostry. Ich uczniowie osiągają wysokie wyniki na egzaminach, a stypendia i czesne utrzymane na umiarkowanym poziomie umożliwiają równy start nie tylko młodzieży z zamożnych rodzin, ale również tym uboższym.

Po całym kompleksie oprowadziła nas siostra Kathy z Ugandy. Zobaczyliśmy sale lekcyjne, pracownię chemiczną i biologiczną oraz bibliotekę i boisko. Ta wycieczka zajęła nam całe przedpołudnie, więc później udaliśmy się na obiad a po nim było trochę czasu wolnego, gdyż odczuwaliśmy jeszcze trudy minionych podróży do Etiopii i Awassy. Wieczorem spotkaliśmy się w końcu z biskupem Awassy, ojcem Giovannim, kombonianinem, który pracował w Polsce i dzięki któremu właśnie możemy tutaj gościć.

Sobota była dla nas drugim pełnym dniem w Awassie. Bp Giovanni zaprosił nas, byśmy towarzyszyli mu tegoż dnia w uroczystości poświęcenia nowowybudowanej kaplicy w wiosce Sintaro, odległej o ok. godzinę drogi samochodem. Wyruszyliśmy dwoma samochodami terenowymi, których kierowcami byli proboszcz katedry i biskup. Początkowo jechaliśmy po asfaltowej nawierzchni, by wkrótce po krętych i błotnistych (lecz nieźle utrzymanych) drogach wspiąć się po zboczach zielonych wzgórz i dotrzeć do naszego celu.

Na miejscu czekała na Abunę (jak nazywają tutaj biskupa) liczna grupa mężczyzn, kobiet, młodzieży i dzieci w każdym wieku. Wszyscy powitali go śpiewem a kobiety obsypały go płatkami kwiatów. Po krótkim oczekiwaniu i próbach socjalizacji z miejscową ludnością, kiedy to staraliśmy się przełamywać barierę językową rozmawiając, czy to ze straszyzną czy to z dziećmi, wszyscy procesyjnie wkroczyliśmy do murowanej kaplicy zdolnej pomieścić ponad setkę osób. W trakcie mszy świętej odprawianej w języku sidamo została ona poświęcona a ołtarz konsekrowany. Całej liturgii towarzyszyły śpiewy animowane przez liczny chór. Ciekawym momentem było symboliczne ofiarowanie na zakończenie mszy św. żywych owiec dla ważniejszych z obecnych tam osób. Oprócz oczywiście biskupa Giovanniego, jedną „otrzymał” miejscowy proboszcz, który wraz z drugim księdzem (obaj są Etiopczykami) ma pod opieką jeszcze 36 innych kaplic takich jak ta w Sintaro.

Nie mogło się obyć oczywiście bez poczęstunku, który składał się z potrawy zwanej kocho zrobionej ze sfermentowanego i zmielonego rdzenia bananowca oraz gulaszu z baraniny, które to odważni (np. Monika) popijali zsiadłym mlekiem a mniej odważni napojami gazowanymi. Dosłownie palce lizać, gdyż sztućców nie było a jedliśmy ze wspólnego półmiska.

Po powrocie do Awassy nasza czwórka wybrała się na mały spacer po mieście. Odwiedziliśmy wtedy prawosławną katedrę pw. Św. Gabriela oraz udaliśmy nad ogromne i przepiękne jezioro Awassa. Dawało się już wyczuć świąteczną atmosferę niedzielnego odpustu ku czci św. archanioła Gabriela, które to wydarzenie ściągnęło do tego czterystutysięcznego miasta licznych etiopskich pielgrzymów i turystów. W czasie spaceru mieliśmy też okazję się przekonać, że Etiopczycy są pełnymi życzliwości i szacunku osobami chętnie spieszącymi z pomocą innym.

Więcej zdjęć ;)

Zgodnie z obietnicą wrzucamy więcej zdjęć. Przesyłamy również pozdrowienia dla wiernych i cierpliwych czytelników z Misyjnego Ruchu TUCUM.

Pozdrawiamy,

Ekipa etiopska

Witajcie!

Pozdrawiamy z Awassy. Niestety, z powodu podróży, przerw w dostawie prądu oraz utrudnionego dostępu do Internetu, dopiero teraz dodajemy wpis.

Naszą podróż rozpoczęliśmy 22 lipca. Wyruszyliśmy z Krakowa samochodem o 2:00 w nocy, by dotrzeć na czas do Pragi, skąd przez Stambuł dostaliśmy się do Addis Abeby. Po blisko 24 godzinach od wyjazdu, już 23 lipca, ojciec Sisto, Magda i Monika, zabrali nas z lotniska do domu prowincjalnego kombonianów. Nie dane nam było zabawić dłużej w Addis, gdyż jeszcze tego samego dnia wyruszyliśmy na południe kraju – do Awassy. Nasza niewielka grupka powiększyła się o Magdę i Monikę – nasze Świeckie Misjonarki Kombonianki. Do Awassy wyjechaliśmy około południa, by zdążyć przed zachodem słońca. W Etiopii, podróżowania po zmroku unikają nawet najbardziej doświadczeni kierowcy z powodu braku oświetlenia ulic. W takiej sytuacji łatwo o potrącenie nieuważnego pieszego, zwierzęcia, czy stłuczkę z nieoświetlonym wozem lub samochodem. Pięciogodzinna podróż biegła przez jedną z głównych arterii przecinających Etiopię, a jej stan nie powstydziłby się niejeden europejski kraj. Nasze największe zdziwienie wywołał jednak fragment trasy biegnący przez… trzypasmową, płatną autostradę i mamy tu na myśli autostradę z prawdziwego zdarzenia.

Sama Awassa jest jednym z największych miast Etiopii, z ponad 200 tysiącami mieszkańców i kilkoma uniwersytetami. Jest to stosunkowo młode miasto, które dynamicznie się rozwija. Szybkiej rozbudowie towarzyszą jednak rosnące podziały między bogatymi i biednymi. Zatrzymaliśmy się w siedzibie wikariatu, gdzie będziemy przebywać przez najbliższe dwa tygodnie. Naszym głównym zajęciem będzie pomoc w ośrodku prowadzonym przez Misjonarki Miłości. Prócz tego uczestniczyć będziemy również w innych zajęciach, m.in.: odwiedzimy pobliskie misje komboniańskie.

Do napisania!

P.S.

Więcej zdjęć dodamy później ;)

Kilka słów o naszej grupie

Selam!

Nasz wylot do Etiopii zbliża się wielkimi krokami. Zanim jednak udamy się do ‚ojczyzny kawy’, chcemy, byście lepiej nas poznali. Przed wami Czworo Wspaniałych:

 

10375483_920653247975006_7642499245164727609_nNazywam się Mateusz Bis, pochodzę z Krakowa i obecnie mieszkam w tym pięknym miejscu. Studiuję Turystykę i Rekreację na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Moją pasją są podróże i wędrówki po górach. Lubię poznawać nowych ludzi i aktywnie spędzać wolne chwile. Angażuję się w różne grupy i formy wolontariatu jak np. grupa charytatywna Szpunt, czy Stowarzyszenie „Krok Dalej”. Jestem również w Duszpasterstwie Misyjnym Kompas prowadzonym przez o. Kombonianów. Mam nadzieję że ten wyjazd pomoże mi poznać dalszą drogę w życiu.

 

Mam na imię Marcelina. Pochodzę z malowniczej miejscowości położonej u podnóża Pilska, w Beskidzie Żywieckim.

Od kilku lat mieszkam w Krakowie, gdzie przyjechałam na studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. W tym mieście poznałam Misjonarzy Kombonianów ponad trzy lata temu i to tutaj Afryka stała się dla mnie wyzwaniem, a poznanie ludzi tam mieszkających nieodpartym pragnieniem. Cenię sobie więzy rodzinne i kontakt z drugim człowiekiem. To dzięki budowaniu relacji z innymi ludźmi możemy lepiej poznać otaczający nas świat, a przede wszystkim ubogacić nasze życie. Chciałabym, żeby ta wyprawa misyjna pokazała mi dobry kierunek życiowych dążeń.

 

 

pióropuszJestem Tomek i pochodzę z północnych części Podkarpacia, ale od blisko trzech lat związany jestem z Krakowem, gdzie studiuję neurobiologię. Misjonarzy Kombonianów poznałem jeszcze w liceum i od tamtego czasu mniej lub bardziej intensywnie angażuję się w działalność Zgromadzenia: duszpasterstwa akademickie, akcje Misyjnego Ruch TUCUM, czy formację w Ruchu Świeckich Misjonarzy Kombonianów. Podczas tej współpracy i słuchania relacji z poprzednich wypraw, powoli dojrzewało we mnie pragnienie wyjazdu i doświadczenia pracy misyjnej tam, na miejscu. Doświadczenie misyjne w Etiopii jest dla mnie spełnieniem tego pragnienia i, mam nadzieję, przyczyni się do odpowiedzi na pytanie: ‚Co dalej?’.

 

 

DSC_1057Nazywam się Maciej Miąsik i jestem Misjonarzem Kombonianinem pracującym od 5 lat w Polsce. Wcześniej przez 6 lat byłem w Peru. Pasjonuje mnie sport, dobra książka i piesze wędrówki, najlepiej po górach. Należę do krakowskiej wspólnoty kombonianów i zajmuję się tu pracą z młodzieżą animując misyjnie uczniów szkół średnich i studentów oraz pomagając im rozeznać ich powołanie misyjne. Temu też mam nadzieję posłuży ta etiopska wyprawa. Cieszę się bardzo na tą drugą już dla mnie wyprawę do Afryki i mam nadzieję, że pomoże ona także mi utrzymywać żywe pragnienie ponownego wyjazdu na misje.

 

Na koniec, polecamy się waszej modlitwie. Już wkrótce więcej wpisów na naszym blogu!

 

„Tam i z powrotem”

30/31 sierpnia

Nasze doświadczenie dobiegło końca. Dotarliśmy szczęśliwe do Polski, z masą wspomnień i ubogaceni mnóstwem doświadczeń. Wciąż mamy przed oczami wszystkie miejsca, twarze, rozmowy i sytuacje, które miały miejsce przez ten miesiąc. Dziękujemy Bogu za to wszystko, polecając mu wszystkie osoby, które spotkaliśmy oraz problemy, z jakimi się zmagają.

Dziękujemy również WSZYSTKIM, którzy przez ten czas wspierali nas w jakikolwiek sposób: modlącym się za nas, czytającym bloga, członkom akcji „Pocztówka z Kenii” i „Anioł dla Kenii”, naszym przewodnikom, w szczególności Peterowi i Emmanuelowi oraz wszystkim wspólnotom, które nas gościły, szczególnie kombonianom w Korogocho i Amakuriat. Przede wszystkim jednak dziękujemy kombonianom z Krakowa, szczególnie o.Maćkowi, za organizację wyjazdu i nieocenioną pomoc.

Każdy z nas przeżył to doświadczenie inaczej, na swój własny sposób. Każdy z niego wyniósł coś innego. Nie wiemy jeszcze dokładnie jakie będą jego owoce. Jedno jest pewne: jeśli powierzymy to wszystko Bogu, na pewno wyjdzie z tego coś pięknego. I to wystarczy :)

DSCN1886

29 sierpnia

Przedpołudnie spędziliśmy na wizycie w centrum Nairobi – zobaczyliśmy miejscową katedrę, budynek parlamentu, park Uhuru oraz wjechaliśmy na szczyt wieży obserwacyjnej. Popołudnie zajęło nam pakowanie i ostateczne dopinanie na ostatni guzik przygotowań. Nadszedł czas wzruszających pożegnań i ostatnich rozmów. Siedząc w matatu rzucaliśmy ostatnie spojrzenia na Korogocho, które znikało za plecami. Obecnie jesteśmy już na lotnisku, czekając na wejście na samolot. Odezwiemy się już po powrocie.

29 sierpnia

Przedpołudnie spędziliśmy na wizycie w centrum Nairobi – zobaczyliśmy miejscową katedrę, budynek parlamentu, park Uhuru oraz wjechaliśmy na szczyt wieży obserwacyjnej. Popołudnie zajęło nam pakowanie i ostateczne dopinanie na ostatni guzik przygotowań. Nadszedł czas wzruszających pożegnań i ostatnich rozmów. Ledwo przyjechaliśmy, a trzeba już jechać – siedząc w matatu rzucaliśmy ostatnie spojrzenia na Korogocho, które znikało za plecami. Obecnie jesteśmy już na lotnisku, czekając na wejście na samolot. Odezwiemy się już po powrocie.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 646 obserwujących.