Latest Entries »

Wyprawa 2016 – KENIA

WSPOMÓŻ NASZĄ WYPRAWĘ

Witamy Was wszystkich bardzo serdecznie.

W tym roku przygotowujemy się do wyjazdu na Doświadczenie Misyjne do Kenii. Nasza grupa składa się z młodych osób zakochanych w misjach i tych, którym los drugiego człowieka nie jest obojętny. Jesteśmy obecnie na etapie rozeznawania naszego powołania. Pragniemy poznać kraj misyjny, do którego być może wyjedziemy w przyszłości na dwuletni kontrakt do pracy misyjnej.

Poprzez nasz wyjazd pragniemy poznać pracę misyjną ojców, sióstr i osób świeckich. Pragniemy poznać ludzi między którymi pracują. Pragniemy poznać największe potrzeby tych ludzi. Pragniemy zobaczyć czy może Bóg nie powołuje właśnie mnie do takiej pracy.

Do Nairobi, stolicy Kenii przylecimy 11 sierpnia. Naszym pierwszym celem będzie odwiedzenie misji wśród plemienia Pokot. Jest to plemię pasterskie, które zamieszkuje zachodnią część Kenii przy granicy z Ugandą.

Najpierw spędzimy kilka dni w Kachelibie – odwiedzając ludzi i szkoły. Spotkamy się także z lokalną młodzieżą, gdzie będziemy mieli okazję podzielenia się naszym życiem, powołaniem i wiarą. Następnie udamy się do Amakuriat, gdzie pracuje nasz Polak, o. Maciej Zieliński. Jest to teren pierwszej ewangelizacji, gdzie najbardziej można poznać pracę misyjną. Spędzimy czas z uczniami szkoły średniej, Secondary Comboni School i szkoły podstawowej Alale Primary School, Kituti Primary oraz Nauyapong Primary. Odwiedzimy przychodnie prowadzoną przez siostry Kombonianki, sr. Gabrielę oraz różnego rodzaju projekty prowadzone przez Kombonianów. Jak czas pozwoli udamy się do Matany, do Przedszkola, które funkcjonuje dzięki wielu polskim dobroczyńcom.

Na początku września powrócimy do Nairobi i dołączymy do wspólnoty Kombonianów w Kariobangi. Do naszego wylotu tj. do 12 września staniemy się częścią Slumsu i toczącego się w nim życia. Odwiedzimy komboniańskie projekty, szkoły podstawowe i projekty dla Dzieci Ulicy. Odwiedzimy może już znany nam projekt w Kibiko, Napenda Kuishi – ośrodek resocjalizacyjny dla Dzieci Ulicy.

 

                Odwiedzając te miejsca, chcielibyśmy zostawić niewielką ofiarę na ich prowadzenie. Jeżeli ktoś z Was chciałby wesprzeć nasz wyjazd i dołożyć się do ofiar, które chcielibyśmy złożyć niektórym z tych projektów, może to zrobić wpłacając je na konto:

84 1050 1445 1000 0090 8005 9893

Koniecznie z dopiskiem „Kenia 2016”

Misjonarze Kombonianie, ul. Skośna 4, 30-383 Kraków

 

Jesteśmy Wam wdzięczni za każdy dar serca. Wszystkim, którzy nas wspomogą, po powrocie wyślemy mały upominek z Kenii.

 

Pozdrawiamy: Agnieszka, Ewelina, Kasia, Krysia, Monika, Tomek i Krzysiek

 

Kilka słów o naszej grupie

IMG_0165BMam na imię Krysia. Urodziłam i wychowałam się w Jaśle, w małym mieście na Podkarpaciu. W Krakowie mieszkam od pięciu lat, gdzie studiuję stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Jagiellońskim. Misje pojawiły się w moim życiu wcześnie, bo już w liceum, kiedy pierwszy raz usłyszałam o Misjonarzach Kombonianach na rekolekcjach w Rzeszowie. Od wielu lat działam w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, które dało mi możliwość pracy z młodymi ludźmi oraz doświadczenie radości bycia razem. Angażując się w działalność Ruchu Świeckich Misjonarzy Kombonianów na nowo odkryłam znaczenie wspólnoty i kolejny raz przekonałam się jak ważne jest składanie świadectwa wiary w codziennym życiu. Umocnienie jakiego doświadczyłam w Krakowie, poznawanie życia wspólnotowego oraz misyjnego sprawiły, że pojawiło się pragnienie wyjazdu do Afryki i podzielenia się tym co mam. Myślę, że wyprawa misyjna do Kenii pomoże mi utwierdzić się w odkrywanym przez siebie powołaniu.

 

Mam na imię Monika. Pochodzę z pięknej miejscowości Łużna, leżącej na południu Polski. Od kilku lat mieszkam i studiuję w Opolu. Aktualnie jestem na III roku fizjoterapii na Politechnice Opolskiej. Praca z ludźmi, dzielenie ich trosk i pomoc w pokonywaniu cierpienia – to właśnie to, z czym przychodzi mi się mierzyć każdego dnia. Moim pragnieniem jest niesienie pomocy właśnie tam, gdzie ludzie opuszczeni i najbardziej potrzebujący nie mają dostępu do opieki medycznej – to marzenie zaczynam spełniać od momentu poznania Misjonarzy Kombonianów, gdzie odbywam formację misyjną. Ogromną motywacją i wzorem postępowania są dla mnie słowa wypowiedziane przez św. Jana od Krzyża, że u schyłku życia sądzeni będziemy z miłości. Kiedy staniemy przed Bogiem twarzą w twarz, nic nie będą znaczyły ani nasze pieniądze, ani stopnie naukowe, ani sukcesy zawodowe. Liczyć się będzie tylko kapitał serca bezinteresownie ofiarowany Chrystusowi żyjącemu w ubogich. Liczyć się będzie nie to ile masz, ale ile dałeś. Mam nadzieję, że ta wyprawa misyjna pozwoli mi doświadczyć namiastki życia misyjnego i pomoże w odpowiedzi na pytanie: „Co dalej?”

 

Mam na imię Agnieszka, mieszkam w Rybniku, to nieduże miasto na Śląsku. W zeszłym roku skończyłam liceum i rozpoczęłam naukę na kierunku technik weterynarii. Pewnie zastanawiacie skąd pojawił się pomysł wyjazdu na misje? Mam wujka misjonarza. Był na misjach w Maroku, Boliwii, obecnie jest ponownie w Maroku. Co jakiś czas do nas przyjeżdża i opowiada o swoich przygodach i doświadczeniach misyjnych. Nie raz są to trudne i nieprzyjemne wydarzenia, ale mimo wszystko niesienie pomocy i Słowa Bożego innym, daje mu ogromną radość. Któregoś razu, gdy do nas przyjechał, poczułam chęć wyjazdu na misje i postanowiłam znaleźć jakąś organizację z którą mogłabym zrealizować to pragnienie. Wtedy usłyszałam o Kombonianach. Gdy pojechałam tam pierwszy raz panowała tam tak miła i rodzinna atmosfera, że niemalże natychmiast wiedziałam, że to właśnie z nimi chce wyjechać na misje. Nareszcie nadszedł czas wyjazdu na doświadczenie misyjne do Kenii, które mam nadzieje, że będzie dla mnie i dla osób, które tam spotkam bardzo owocnym czasem i upewni mnie, że Misje to jest to czemu chce poświęcić życie.

 

Ewelina

 

Mam na imię Ewelina i od prawie 26 lat chodzę po tym świecie z niejasnym przeczuciem, że czegoś chcę, ale nie wiem do końca czego. Odkąd uczestniczę w comiesięcznych spotkaniach formacyjnych u  Kombonianów, coraz częściej myślę, że bycie  Świecką Misjonarką to właśnie to czego chcę. W życiu zawodowym  zajmuję się rekrutacją, a  w wolnych chwilach śpiewam, uczę sie gry na pianinie i pływania.

 

 

 

 

Witajcie. Mam na imię Tomek i jestem Bratem Kombonianinem. Jestem ze Strzyżewa Kościelnego, pięknej wioski położonej w sercu wielkopolskiej ziemi. Do DSC04493Zgromadzenia wstąpiłem w 2001 roku i odtąd staram się ufać że każdą osobą którą spotykam, miejsca w których się znajduje, rzeczy które robię, ogólnie: wszystko to czym jest moje życie, są zaproszeniem Pana Boga mnie do bycia z Nim. Postulat, czyli pierwsze lata mojej formacji zrobiłem w Warszawie i Krakowie. Dalej był już nowicjat, w małym meksykańskim miasteczku Sahuayo. W 2008 złożyłem moje pierwsze śluby i wyjechałem do Kolumbii. Tam, w Bogocie, kończyłem studia, dzieliłem czas ze współbraćmi we wspólnocie i pomagałem tworzyć jedno z naszych czasopism: Aguiluchos. Również spotykałem się z dziećmi i młodzieżą na przedmieściach kolumbijskiej stolicy. Ileż się nauczyłem będąc z ludzi którzy, pomimo cierpienia i niesprawiedliwości, które są owocami toczącej się tam od lat wojny, mają serca otwarte, pomocną dłoń i często szczery uśmiech. Dzieląc się czasem, który jest mi dany z ludźmi, których pochodzenie, kolor skóry czy język nie mają większego znaczenia, staram się być, po prostu, bratem. Teraz jestem w Polsce i ufam że cosik dobrego z tego wyjdzie.

 

 

KrzysJestem o. Krzysztof i należę do zgromadzenia misjonarzy Kombonianów. Obecnie jestem odpowiedzialny za Świeckich Misjonarzy Kombonianów i pomagam młodym ludziom odkryć ich powołanie misyjne. Podczas wyjazdu będę przewodnikiem po Kenijskich drogach. Jest to kraj mi bardzo bliski, ponieważ spędziłem na tych ziemiach pięć lat. Na pewno naszym głównym celem będzie jedno – spotkanie z drugim człowiekiem, z kulturą i ze środowiskiem w jakim żyją.

 

Album

Witajcie,

po naszym podsumowaniu przyszedł również czas na zdjęcia, by wynagrodzić Wam ich niedobory podczas naszych wpisów w Etiopii.Zapraszamy do galerii z wybranymi zdjęciami z naszego pobytu.

Pozdrawiamy,

Ekipa etiopska

 

Kliknij w zdjęcie poniżej, by przejść do galerii:

Wyprawa 2015 - Etiopia

 

Na zakończenie

Witajcie,
poniżej przedstawiamy ostatni już wpis dotyczący naszej wyprawy misyjnej do Etiopii. Tym razem dzielimy się z wami naszymi osobistymi refleksjami na temat wyjazdu.

 

Doświadczenie misyjne, pomimo tego że jesteśmy już w Polsce nadal trwa… w naszych sercach. W moim sercu pozostaną na zawsze dzieci i kobiety z Ośrodka Misjonarek Miłości Matki Teresy z Kalkuty i ludzie z plemienia Gumuz. Jednym z najbardziej poruszających doświadczeń były spotkania z kobietami i dziećmi z plemienia Gumuz. Dzieliłam się z nimi moim dzieciństwem i opowiadałam o mojej Mamie, która jest dla mnie największym autorytetem. Starałam się im pokazać jak ważna jest rola kobiety nie tylko jako pierwszej „karmicielki” rodziny, ale też jako pierwszej „duszpasterki” w życiu swoich dzieci. To właśnie w domowym zaciszu po raz pierwszy uczymy się znaku krzyża, pierwszej modlitwy, ale też pierwszych aktów miłosierdzia względem bliźniego np. brata czy siostry. To MAMA jest często pierwszym mistrzem, przyjacielem i lekarzem naszych dziecięcych dusz. Po każdym takim spotkaniu w wioskach, kobiety zabierały głos. Był to czas na refleksję i wyrażenie własnej opinii dla kobiet Gumuz. Słowa jednej z nich zapadły mi szczególnie w pamięci – „Dziękuję Twojej Mamie za to, że Cię do nas wysłała… do kraju tak odległego. Teraz już wiemy na pewno, że pomimo dzielącej nas odległości i innego koloru skóry, tak naprawdę w środku jesteśmy tacy sami, tak samo czujemy i w to samo wierzymy”. Po tak bogatym doświadczeniu w spotkania z niezwykłymi ludźmi, mogę tylko starać się wyrazić wdzięczność, jaką czuję do Boga i napotkanych ludzi, bo jedno wiem na pewno, więcej mi ofiarowano niż mogłam sama dać.
Marcelina

 

Po powrocie do Polski przyszedł czas na pierwsze podsumowanie doświadczenia. Świadectwo życia poznanych na miejscu osób: sióstr Misjonarek Miłości, pracowników ośrodka w Awassie, ojców komobnianów we wspólnocie w Gublak, czy katechistów, pokazało mi, jak stawiać czoła przeciwnościom i żyć Ewangelią na co dzień. Dziękuję Bogu za każdego spotkanego człowieka, za doświadczenie szczęścia mającego swoje źródło w prostocie. Dziękuję również wszystkim, którzy otaczali naszą grupę modlitwą.
Tomek

 

Miesiąc w Etiopii minął bardzo szybko. Wróciłem z radością spotkanych osób, które znałem od dawna (Magda i Monika – nasze ŚMK, bp Giovanni, siostra Daniela i o. Eliseo w Awassie oraz o. Elivs w Gublak) oraz nowopoznanych wspaniałych ludzi (br. Gianni, Mulugeta, s. Suset, o. Sisto, o. Isaiah czy katechista Zenawi). Cieszę się, że zobaczyłem misję komboniańską w powijakach (Gublak) i tą dojrzałą, gotową by być przekazaną teraz innym po kilkudziesięciu latach pracy (Dongora). Zabieram w sercu świadectwo życia wiarą i zaangażowania misyjnego ojców, braci, sióstr a nade wszystko samych Etiopczyków, którzy coraz ujmowali nas swoją życzliwością, otwartością i pomocną ręką. Dziękuję Bogu za ten czas i dziękuję tym wszystkim, którzy wspierali nas swoją modlitwą.
o. Maciek

 

Ten miesiąc był dla mnie bardzo intensywny i pracowity. Przełamałem wiele swoich barier, polubiłem pracę z dziećmi, nawiązałem dużo ciekawych relacji ale przede wszystkim doświadczyłem misji. Świadectwo pracy sióstr Misjonarek Miłości w Awassie oraz ojców Kombonianów i katechistów w Gublak było dla mnie przykładem pracy misyjnej a spotkanie z drugim człowiekiem w tych dwóch miejscach było najpiękniejszym spotkaniem Pana Boga w drugim człowieku. Dziękuję Panu Bogu że dał mi możliwość wyjazdu na doświadczenie misyjne. Zapamiętam go na długie lata.
Mateusz

 

 

 

 

Piątkowe i sobotnie programy dla mieszkańców okolic Gublak rozpoczynały się dopiero po południu. Spowodowane jest to ich trybem życia. Przedpołudnie i wczesne popołudnie przeznaczają oni zazwyczaj na pracę w polu, w wioskach pojawiając się późnym popołudniem.

Piątek rozpoczęliśmy poranną modlitwą oraz Mszą św. Następnie chłopaki pomagali przy budowie niewielkiej szopy na opał do polowej kuchni podczas, gdy Marcelina przygotowywała zupę pomidorową na obiad. Najciekawsze zaczęło się po południu. W piątki, ojcowie udają się do dwóch wiosek oddalonych od głównych ciągów komunikacyjnych. Prowadzą do nich lokalne drogi, które podczas pory deszczowej są nieprzejezdne. W związku z tym, trasę trzeba pokonać pieszo. Podzieleni na dwie grupy: Mateusz, o. Maciej z Tamiratem oraz Marcelina, Tomek z o. Isajasem (wraz z towarzyszącymi obu grupom katechistami) udaliśmy się w drogę. By dostać się do wiosek, należało iść przez około 1,5 godziny w jedną stronę. Ponadto, wędrówki nie ułatwiał padający deszcz, który rozmiękczał już i tak grząską glinę. Po przybyciu do wiosek, zwoływaliśmy dzieci i młodzież, które przyszły na katechezę. Powrót do samochodu odbył się w ciemnościach, na szczęście bez deszczu. Silny deszcz zastał nas dopiero podczas podróży samochodem. Do parafii w Gublak wróciliśmy w okolicach północy. Szybka kolacja, kubek ciepłej herbaty i udaliśmy się na spoczynek.

Sobota to dzień spotkania formacyjnego dla katechistów. Odbywa się ono przed południem i skupia się na programie, który będzie realizowany w kolejnym tygodniu. Popołudnie natomiast przeznaczone jest na rekreację dla okolicznych dzieci i młodzieży połączoną z katechezą, modlitwą i śpiewami. Tym razem spotkanie miało trochę odmienny charakter: urządziliśmy konkurs rysunku. Nie było domyślnej kategorii, dzieci i młodzież sama mogła wybrać, co chcą narysować. Następnie uczestnicy konkursu poszli pograć w piłkę nożną i siatkową podczas, gdy komisja konkursowa wybrała najlepsze prace. Po sporcie przyszedł czas na modlitwę i śpiewy oraz nagrodzenie autorów najlepszych prac.

Pozdrawiamy,

Grupa etiopska

Witajcie!

Wybaczcie długą przerwę w publikowaniu wpisów. Niestety, podczas naszego pobytu wśród plemienia Gumuz, mieliśmy problemy w dostępie do Internetu. Dlatego dopiero teraz, kiedy jesteśmy w Addis Abebie, publikujemy dziennik z naszego pobytu na północnym-zachodzie.

Już o 4:00 rano, wraz z kierowcą – Isajasem, wyruszyliśmy do kolejnego miejsca naszego pobytu, a mianowicie terenów zamieszkałych przez plemię Gumuz. Celem naszej podróży było miasto Chagney, skąd z ojcem Izajaszem mieliśmy się udać do siedziby wspólnoty kombonianów w Gublak. Droga, jak na Etiopię przystało, biegła przez zapierające dech w piersiach tereny. Największe wrażenie zrobiła jednak na nas dolina Nilu Błękitnego. By dotrzeć do mostu przecinającego tą rzekę, należało pokonać 20 km wijącej się serpentynami w dół drogi. Po pokonaniu mostu czekała nas podobna trasa w górę.

Po ośmiogodzinnej podróży do Chagney pożegnaliśmy naszego towarzysza – Isajasa, by wraz ojcem, również Isajasem udać się w dalszą podróż. Po drodze do Gublak, zatrzymaliśmy się w kilku miejscach. W Mandurze – mieście położonym ok. 60 km od Gublak – odwiedziliśmy wspólnotę sióstr kombonianek, gdzie zjedliśmy obiad. Następnie przybyliśmy do wspólnoty ojców kombonianów, położoną w Gilgel Beles. Kombonianie prowadzą miejscową parafię od zaledwie 12 lat. Kolejny postój był dość nieoczekiwany, w jednej z wiosek zamieszkałej przez plemię Gumuz i położonej przy naszej trasie, odbywały się uroczystości pogrzebowe. Kiedy zmarły to osoba starsza, przez trzy dni rodzina i mieszkańcy okolicznych wiosek schodzą się by podczas rytmicznego tańca w takt bębna i śpiewu wspominać zmarłego, wychwalać jego zalety i oraz dziękować za jego dokonania. Mieliśmy możliwość wejścia do domu zmarłej i pozdrowienia jej rodziny. Aby to zrobić trzeba było przykucnąwszy złożyć u wejścia małą ofiarę pieniężną dla najbliższych. Po raz pierwszy też zostaliśmy poczęstowani napojem z sorgo zwanym kea a Maciek wraz z o. Izajaszem na chwilę dołączyli do kręgu tańczących mężczyzn. Mieliśmy szczęście, że już w trakcie podróży spotkaliśmy się z Gumuz w ich specyficznym przeżywaniu życia i śmierci.

Do wspólnoty w Gublak dotarliśmy wieczorem. Prócz ojca Isajasa, w Gublak przebywa również ojciec Elvis pochodzący z Peru oraz Tamirat – komboniański postulant będący tu do końca sierpnia. Warto również wspomnieć o położeniu tej parafii. Otóż jest ona najdalej wysuniętą parafią katolicką W Etiopii w kierunku granicy z Sudanem.

Środowy dzień zaczęliśmy wspólną modlitwą na mszy świętej w języku amharskim. Po śniadaniu wyruszyliśmy do wioski zamieszkałej przez plemię Gumuz. Podzieleni na dwuosobowe grupy rozeszliśmy się do różnych jej części. Goszczące nas rodziny poczęstowały nas lokalnym napojem znanym nam już kea (po amharsku burde). Następnie odbyło się spotkanie z kobietami, podczas którego Marcelina opowiedziała swoje świadectwo, na temat relacji pomiędzy matką a dzieckiem. Opowiadanie Marceliny spotkało się z uważnym i pozytywnym przyjęciem. Po południu spędziliśmy czas nie tylko czas na grę w piłkę nożną, siatkówkę czy w łapki, ale również na spotkanie z młodzieżą i dziećmi któremu przewodniczył ojciec Isajas wraz z katechistami. Rozpoczęło się modlitwą, następnie ojciec Maciek przedstawił całą naszą grupę, po czym zaproponowaliśmy uczestnikom zajęcia w postaci rysowania. Starsze dzieci i młodzież rysowały Pana Jezusa, Maryję lub św. Daniela Comboniego natomiast te młodsze malowały domki zwierzęta i proste figury. Jak się później okazało większość z nich po raz pierwszy trzymała kredkę w ręce. Pomimo tego niektórzy sobie świetnie poradzili.

Kolejny już dzień wśród plemienia Gumuz rozpoczęliśmy modlitwą we wspólnocie oraz Mszą św. po amharsku z elementami języka gumuz. Przed południem udlismy się wraz z o. Elvisem do przedszkola prowadzonego przez kombonianów. Następnie udaliśmy się do jednego z mieszkańców Gublak, by zakupić od niego kozę. Dlaczego? Otóż wielu mieszkańców miasteczka,w tym prowadzących sklepy, jest wyznawcami Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego. obecnie w tym kościele panuje okres postu: nie tylko od pokarmów mięsnych, ale również od nabiału. W związku z tym, niemożliwe jest zakupienie w sklepach jakiegokolwiek mięsa czy nabiału.

Po południu podzieliliśmy się na trzy grupy. Marcelina wraz z o. Isajasem i katehistą udali się na kolejne spotaknie z kobietami. Tomek i Mateusz wraz z Tamiratem oraz następnym katechistą udali się do wioski, gdzie wraz z lokalną młodzieżą i dziećmi spędzili czas na grze w piłkę nożną oraz siatkową, by następnie wysłuchać katechezy prowadzonej przez Tamirata z pomocą katechisty. Natomiast o. Maciej wraz z katechistą udali się do innej wioski, gdzie również spędzili czas z młodzieżą i dziećmi na sporcie oraz katechezie.

Już wkrótce reszta relacji z Gublak!

Naszą podróż na północny-zachód Etiopii, do plemienia Gumuz, podzieliliśmy na dwa etapy. Pierwszy z nich biegł z Awassy do Addis Abeby, gdzie zatrzymaliśmy się na weekend, by w poniedziałek ruszyć dalej.

Drogę z Awassy do stolicy pokonaliśmy autobusem. Standardem nie odbiegał on od popularnych Polskich Busów. Podczas podróży otrzymaliśmy nawet wodę i ciastka! Wyjechaliśmy o 6:30, więc podróż przeznaczyliśmy na chwilę odpoczynku. Do Addis dotarliśmy w okolicach południa i zatrzymaliśmy się w domu prowincjalnym kombonianów. Popołudnie spędziliśmy na odpoczynku po intensywnych dwóch tygodniach w Awassie oraz drobnych zakupach. Wieczorem uczestniczyliśmy w Eucharystii, by następnie udać się na kolację wraz z komboniańską wspólnotą. Tego dnia pożegnaliśmy również Monikę, która w nocy wylieciała z Addis Abeby do Kampali w Ugandzie, skąd wyruszyła do swojej wspólnoty w Gulu.

Niedzielę rozpoczęliśmy Mszą św., tym razem odprawianą w obrządku etiopskim w języku gyyz. Pomimo, że nie znaliśmy języka, a porządek liturgii był odmienny od tego znanego nam w Polsce, było to owocne doświadczenie różnorodności Kościoła oraz wspólnoty katolickiej w Etiopii. Byliśmy oczarowani śpiewem, w który włączali się wszyscy wierni oraz gestami.

Po śniadaniu, postanowiliśmy odwiedzić etiopskie Muzeum Narodowe. Jest ono znane ze swoich paleontologicznych zbiorów, m.in: szkieletu Lucy. Ponadto, w muzeum znajdują się elementy strojów pochodzących z czasów cesarstwa, wystawa sztuki etiopskiej: obrazów oraz rzeźb, a także ekspozycje poświęcone poszczególnym plemionom. Z powodu odległości, dzielącej dom prowincjalny i muzeum, zdecydowaliśmy się na podróż lokalnym środkiem komunikacji miejskiej – minibusa kursującego pomiędzy różnymi przystankami. Popołudnie spędziliśmy na przygotowaniach do wyjazdu, gdyż w poniedziałek wyruszaliśmy już o 4:00 rano!

Czwartek rozpoczęliśmy Mszą św. w języku angielskim odprawioną przez o. Samuela i o. Maćka u sióstr Misjonarek Miłości. Ostatni dzień w ośrodku trzeba uznać za pracowity. Chłopaki udali się do pralni, zaś dziewczyny postanowiły umilić czas mamom, poprzez malowanie paznokci, a dzieciom, poprzez pokaz zimnych ogni. Po pracy przyszedł czas na pożegnania i wymianę kontaktów, by utrzymać zawarte znajomości na dłużej.

Na obiad udaliśmy się do wspólnoty braci kombonianów, którzy w czwartek celebrują dzień wspólnoty. Posiłek zakończyliśmy deserem, którym okazały się… lody. W Awassie są rarytasem, gdyż w mieście działa jedna lodziarnia, a lodów pakowanych właściwie nie ma w sklepach.

Popołudnie natomiast spędziliśmy w iście etiopskim klimacie: otrzymaliśmy zaproszenie na ceremonię parzenia kawy do znajomego Magdy – Abato. Do naszej grupki dołączyła Teresa – wolontariuszka z Austrii, którą poznaliśmy w ośrodku sióstr Misjonarek Miłości. Rytuał parzenia kawy wraz z jej piciem jest bardzo uroczysty. Połączony jest ze spotkaniem w gronie rodzinnym lub przyjaciół, dlatego zaproszenie nas – obcokrajowców – na kawę do czyjegoś domu, stanowi dla nas nie lada zaszczyt. Przechodząc już do samej ceremonii, obejmuje ona kilka elementów, przy czym warto zaznaczyć, że wszystkie czynności wykonują kobiety. Po pierwsze, świeże ziarna myje się i oczyszcza z błonek. Następnie, ziarna praży się, aż zmienią kolor z zielonego na ciemnobrązowy. Kolejną czynnością jest rozdrobnienie uprażonych ziaren w moździerzu, a rozdrobnioną kawę zalewa się zimną wodą. Dzbanek z kawą stawia się na rozżarzonych węgielkach i czeka, aż napój będzie gotowy. Pomimo, że przepis wydaję się prosty, do prawidłowego przygotowania napoju potrzeba nie lada wprawy i doświadczenia. Nasze dziewczyny uczestniczyły we wszystkich etapach żmudnego procesu – poradziły sobie ze wszystkim zyskując uznanie gospodyń. Przyszedł moment degustacji etiopskiego nektaru. Jak opisać jego smak? Przypomnijcie sobie najlepszą kawę, jaką piliście w życiu i pomnóżcie wrażenia smakowe przez dziesięć. Podczas ceremonii, nie poprzestaje się na jednej filiżance: po pierwszej – bardzo mocnej i esencjonalnej, przychodzi czas na intensywnie zharmonizowaną oraz łagodnie delikatną. Z rozmowy z Abato wiemy, że Etiopczycy pijają taką kawę trzy razy dziennie, lecz z powodu przyspieszenia tempa życia ludzie ograniczają się do jednej lub dwóch ceremonii w ciągu dnia. Trzeba zaznaczyć, że ostatnie wydarzenia są częścią długotrwałego procesu inkulturacji, ważnego dla każdego doświadczenia misyjnego.

Piątek był naszym dniem skupienia, który spędziliśmy w ośrodku Getsemani, malowniczo położonym nad wodami jeziora Awassa. To był owocny czas, podczas którego mieliśmy chwilę na indywidualne oraz wspólnotowe podsumowanie dotychczasowego pobytu. Po południu udaliśmy się do sióstr Franiciszkanek Misjonarek Maryi w Bushulo, gdzie zakończyliśmy spotkanie adoracją przed Najświętszym Sakramentem. Ponadto, spotkaliśmy się z siostra Janiną – polską franciszkanką przebywającą we wspólnocie w Bushulo, gdzie jest odpowiedzialna za oddział położniczo-ginekologiczny. Tego dnia pomogła przyjść na świat czwórce dzieci. Jest to stosunkowo niewielka liczba, gdyż liczba prodów może sięgać do 15 dziennie. Obecnie zaangażowana jest w projekt mający na celu przekształcenie szpitala w drugą, pod względem wielkości klinikę o profilu ginekologiczno-położniczym. Dzień zakończyliśmy uroczystą kolacją na pożegnanie, a następnie, w ramach deseru, udaliśmy się z bratem Giannim na lody.

Tak zakończył się nasz pobyt w Awassie!

Poniedziałkowy i wtorkowy dzień spędziliśmy w ośrodku Sióstr Misjonarek Miłości organizując czas podopiecznym: poprzez zabawę z dziećmi, grę w siatkówkę z młodymi, czy pomoc w pralni. Poza naszymi standardowymi obowiązkami, w poniedziałek po raz pierwszy udaliśmy się wraz z Mullegetem – pracownikiem z ośrodka – do nieodległego stoiska z tradycyjną, etiopską kawą. Z powodu swojego położenia, jest ono często odwiedzanie przez pracowników w porze południowej. Takie stoiska są częstym widokiem na ulicach Awassy: od prostych, prowizorycznych kawiarenek na chodniku przy ruchliwych arterach, po stałe, zadaszone obiekty. Przygotowaniem napoju zajmują się wyłącznie kobiety, rozlewając gorący napój do filiżanek wielkości tych używanych do włoskiego espresso. Kawę w Etiopii łączy się z ciekawymi, z naszej perspektywy, dodatkami: prócz standardowej kawy z cukrem, można zamówić kawę z dodatkiem soli lub połączenie kawy, herbaty oraz dużej ilości cukru (taki lokalny napój energetyczny – stosunkowo smaczny). Ponadto, jak na ojczyznę kawy przystało, kawa jest powszechnie dostępna i pijana przez wielu, dlatego filiżanka tej używki jest stosunkowo tania przy zachowaniu dobrej jakości.

Przedostatni dzień naszych odwiedzin u Misjonarek Miłości rozpoczęliśmy poranną mszą świętą. Tym razem w poszerzonym gronie w poszerzonym gronie i po angielsku: wraz z grupą kombonianów z okolicznych wspólnot, którzy zjechali się do Awassy na spotkanie odpowiedzialnych za szkoły. Już niedługo koniec wakacji i rozpoczęcie roku szkolnego, a dla dzieciaków zakończenie letnich zajęć wyrównawczych. Dzisiaj po raz ostatni odwiedziliśmy taką wakacyjną szkołę, gdzie przeprowadziliśmy zajęcia z matematyki. Nie obyło się oczywiście bez pomocy nauczycieli, zwłaszcza przy tłumaczeniu z angielskiego na Amharski. Ucieszyliśmy się też tym, że na przerwie dzieci same zaproponowały zabawę, której nauczyliśmy je w zeszłym tygodniu. Po południu powróciwszy do ośrodka, ciekawym doświadczeniem dla nas był udział w adoracji połączonej z modlitwą różańcową. Siostry, podopieczni, wolontariusze i pracownicy modliliśmy się razem, wierząc, że Jezus wszystkich nas w sobie jednoczy. Po modlitwie były dalsze zabawy z dziećmi oraz rozmowy z dorosłymi, którzy wytrwale uczą nas Amharskiego. Dzisiaj przyszła kolej m.in. na Znak Krzyża Świętego. Przy wyjściu z ośrodka nadszedł czas pierwszych pożegnań, m.in.: z Mullegetem, który towarzyszył nam zawsze w naszych odwiedzinach w „Summer School”.

Dzień 11. – odpust

Dzisiaj obiecana relacja z odpustu parafialnego w miejscowości Dongora. Miłego czytania😉 Dongora oddalona jest od Awassy ok. 1,5 godziny jazdy samochodem. W związku z tym, wyruszyliśmy dosyć wcześnie, bo ok. 7:30. Droga biegła przez główną trasę łączącą Etiopię z Kenią i jest ona obecnie remontowana, dlatego poruszaliśmy się zarówno po nowych i zadbanych jezdniach, jak również wyboistych duktach wytyczonych na czas remontu. Po dotarciu do Dongory mieliśmy trochę czasu, by porozmawiać z miejscową wspólnotą komboniańską, odetchnąć po podróży, a także zobaczyć poszczególne placówki wspólnoty. W Dongorze powitał nas bardzo serdecznie bp Lorenzo – poprzednik bp Giovanniego. Po poszczególnych obiektach oprowadził nas jeden z wolontariuszy: zobaczyliśmy m.in. dom wspólnoty sióstr franciszkanek od św. Anny, które dopiero niedawno przybyły do Dongory (na Mszy św. odbyło się ich oficjalne powitanie). Mają się one zajmować lecznicą położoną na terenie parafii. Zobaczyliśmy również ośrodek katechetyczny, który zajmuje się prowadzeniem rekolekcji i kursów dla katechistów, czy wydawaniem publikacji w językach lokalnych. Co ciekawe, przy parafii znajduje się również mała hodowla kawy, trzciny cukrowej, czy owoców takich jak: ananasy, banany, mango i marakuja. Obrzędy związane z odpustem trwały właściwie już od rana, gdyż chór parafiany ćwiczył z wiernymi pieśni. Oficjalna część rozpoczęła się ok. 10:30 konferencją wygłoszoną przez dyrektora ośrodka katechetycznego. Następnie rozpoczęła się Msza św., która trwała… 3,5 godziny i to nie z powodu długiego kazania. Najdłuższą część Eucharystii stanowiła procesja z darami. Ustawiali się w niej ludzie z parafii, każdy z jakąś ofiarą: pieniędzmi, jedzeniem, bykiem, czy owcą. Wierny podchodził do mikrofonu, gdzie przedstawiał się i mówił, jak rodzaj ofiary składa. Chętnych do złożenia ofiary było bardzo wielu, dlatego też liturgia nieco się wydłużyła. Mimo tak długiego czasu, dongorska Eucharystia była dla nas dużym przeżyciem: widok zgromadzonych ludzi modlących się i wychwalających Pana był naprawdę budujący i pozwolił nam przeżyć tą Mszę w inny sposób, niż w Polsce. Po Eucharystii udaliśmy się na obiad w komboniańskiej wspólnocie. Prócz przygotowanego przez gospodynię posiłku, skosztowaliśmy również, znanego nam już z Sintaro, kocho oraz lokalnego zsiadłego mleka. Potem pożegnawszy się ze wspólnotą powróciliśmy wraz z biskupem do Awasy.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 651 obserwujących.