Dzisiaj rano przeszliśmy po centrum zdrowia działającym tutaj przy parafii. Pracuje w nim siostra Gabriela, Włoszka, która przyjechała do Kenii po raz pierwszy 40 lat temu. Opowiadała nam o trudnościach, jakie napotyka wraz z innymi pielęgniarkami. Największym problemem są tutejsze tradycyjne metody leczenia. Często nie tylko nie pomagają, ale jeszcze zabierają czas, a nawet pogarszają sytuację. Niestety, trwają głęboko w świadomości tutejszych ludzi, zwłaszcza starszych. Doprowadza to do cierpienia, a nawet śmierci chorych, którzy mogliby wyzdrowieć, gdyby od razu poprosili o pomoc pielęgniarkę. Następna część dnia dostarczyła nam wielu niezwykłych wrażeń: jechaliśmy zawieźć jedzenie do jednej szkoły, zobaczyć inną i odwiedzić siostry franciszkanki. Olśnieni pięknem, jechaliśmy otwartym pick-up’em po gruntowych drogach, wśród afrykańskiej roślinności, pięknych gór, stad krów, kóz i wielbłądów. Opaliliśmy się pysznie 🙂 Wróciliśmy do domu na obiad i krótki odpoczynek. O piątej pojechaliśmy (znowu tym samym środkiem transportu – już go polubiliśmy, pomimo bujania) na Mszę św. do szkoły męskiej. Przewodniczył ojciec Antonio z Filipin. Chłopcy śpiewali przepięknie! Wieczór minął spokojnie. Psychicznie nastawiliśmy się na pianie koguta tuż pod naszymi oknami. Niestety kogut wstaje wcześniej niż my. Przynajmniej nie potrzeba budzika 🙂