Dziś mieliśmy spokojny dzień, choć dla niektórych zaczął się dość wcześnie – Szymon był w kuchni o 10.30 czasu liczonego w języku kiswahili. No i tu ciekawostka – w Kenii pierwsza godzina to czas wschodu słońca czyli nasza 7 rano. Zatem Szymon nie pospał do 10.30, ale do 4.30 według naszej rachuby czasu. Przed południem wypraliśmy swoje rzeczy – ręcznie, ale z ciepłą wodą!!! A potem trochę sobie pokopaliśmy pole (czyli w języku kiswahili – shamba) na którym już za kilka tygodni posadzą kukurydzę. Collins, jeden z social workers obiecał, że owoce pracy wyśle nam do Polski – kilka ziarenek!!! Wieczorem razem z dzieciakami mieliśmy Mszę Świętą – po angielsku, z czytaniami w kiswahili. Była to dla Maćka pierwsza Msza odprawiana po angielsku, a że nieco zapomniał tego języka – nie szło mu zbytnio, ale sobie poradził, była nawet homilia!!! No i z pewnością słyszeliście o tym wybuchu w jednym ze slumsów Nairobi – my na szczęście jesteśmy daleko, w czym upewnili się niektórzy nasi rodzice pisząc lub dzwoniąc do nas – dzięki za troskę! Pamiętajcie w modlitwach o poszkodowanych.

A co słychać u 2 grupy?

Ten poranek przywitał nas stukaniem kropel w dach, dlatego nasze “NieChceMiSięWstać” osiągnęło bardzo wysoki poziom. Jednak udało nam się nawet dobrnąć przez błoto do samej kaplicy. Kiedy wróciliśmy i zjedliśmy śniadanie, a deszcz nie ustawał, zostaliśmy zmuszeni do odłożenia na jakiś czas zaplanowanego wyjścia do Boma Rescue Center (to centrum dla dzieci ulicy). Nie starczyło nam cierpliwości, i kolo dziesiątej wyruszyliśmy przez błoto, mimo deszczu. Po drodze wstąpiliśmy do Sióstr, czyli do prowadzonej przez nich malutkiej przychodni, także z medycyną naturalną (jednym z leków była kiszona kapusta). A już w Boma spędziliśmy miło czas aż do czwartej po południu, grając z dziećmi w piłkę, przeróżne gry, podziwiając ich zgrabność w skakaniu na dwie skakanki i w tańcu(!). Pracujący tam wychowawcy opowiedzieli nam, jak to wszystko działa, wspomnieli o historii i o szczegółach swojej pracy. W drodze powrotnej zrobiliśmy zakupy, bo dziś jest nasza kolej na przygotowanie kolacji. Mniam! Nawet (chyba na naszą cześć) włączono tutaj prąd, po raz pierwszy od chyba ponad dwóch miesięcy. Kolacja, jak zwykle, przedłużyła się, a po niej wspólnie się pomodliliśmy i poszliśmy spać. Z wielką przyjemnością.