Category: Wyprawa 2013


Witajcie!

Wybaczcie długą przerwę w publikowaniu wpisów. Niestety, podczas naszego pobytu wśród plemienia Gumuz, mieliśmy problemy w dostępie do Internetu. Dlatego dopiero teraz, kiedy jesteśmy w Addis Abebie, publikujemy dziennik z naszego pobytu na północnym-zachodzie.

Już o 4:00 rano, wraz z kierowcą – Isajasem, wyruszyliśmy do kolejnego miejsca naszego pobytu, a mianowicie terenów zamieszkałych przez plemię Gumuz. Celem naszej podróży było miasto Chagney, skąd z ojcem Izajaszem mieliśmy się udać do siedziby wspólnoty kombonianów w Gublak. Droga, jak na Etiopię przystało, biegła przez zapierające dech w piersiach tereny. Największe wrażenie zrobiła jednak na nas dolina Nilu Błękitnego. By dotrzeć do mostu przecinającego tą rzekę, należało pokonać 20 km wijącej się serpentynami w dół drogi. Po pokonaniu mostu czekała nas podobna trasa w górę.

Po ośmiogodzinnej podróży do Chagney pożegnaliśmy naszego towarzysza – Isajasa, by wraz ojcem, również Isajasem udać się w dalszą podróż. Po drodze do Gublak, zatrzymaliśmy się w kilku miejscach. W Mandurze – mieście położonym ok. 60 km od Gublak – odwiedziliśmy wspólnotę sióstr kombonianek, gdzie zjedliśmy obiad. Następnie przybyliśmy do wspólnoty ojców kombonianów, położoną w Gilgel Beles. Kombonianie prowadzą miejscową parafię od zaledwie 12 lat. Kolejny postój był dość nieoczekiwany, w jednej z wiosek zamieszkałej przez plemię Gumuz i położonej przy naszej trasie, odbywały się uroczystości pogrzebowe. Kiedy zmarły to osoba starsza, przez trzy dni rodzina i mieszkańcy okolicznych wiosek schodzą się by podczas rytmicznego tańca w takt bębna i śpiewu wspominać zmarłego, wychwalać jego zalety i oraz dziękować za jego dokonania. Mieliśmy możliwość wejścia do domu zmarłej i pozdrowienia jej rodziny. Aby to zrobić trzeba było przykucnąwszy złożyć u wejścia małą ofiarę pieniężną dla najbliższych. Po raz pierwszy też zostaliśmy poczęstowani napojem z sorgo zwanym kea a Maciek wraz z o. Izajaszem na chwilę dołączyli do kręgu tańczących mężczyzn. Mieliśmy szczęście, że już w trakcie podróży spotkaliśmy się z Gumuz w ich specyficznym przeżywaniu życia i śmierci.

Do wspólnoty w Gublak dotarliśmy wieczorem. Prócz ojca Isajasa, w Gublak przebywa również ojciec Elvis pochodzący z Peru oraz Tamirat – komboniański postulant będący tu do końca sierpnia. Warto również wspomnieć o położeniu tej parafii. Otóż jest ona najdalej wysuniętą parafią katolicką W Etiopii w kierunku granicy z Sudanem.

Środowy dzień zaczęliśmy wspólną modlitwą na mszy świętej w języku amharskim. Po śniadaniu wyruszyliśmy do wioski zamieszkałej przez plemię Gumuz. Podzieleni na dwuosobowe grupy rozeszliśmy się do różnych jej części. Goszczące nas rodziny poczęstowały nas lokalnym napojem znanym nam już kea (po amharsku burde). Następnie odbyło się spotkanie z kobietami, podczas którego Marcelina opowiedziała swoje świadectwo, na temat relacji pomiędzy matką a dzieckiem. Opowiadanie Marceliny spotkało się z uważnym i pozytywnym przyjęciem. Po południu spędziliśmy czas nie tylko czas na grę w piłkę nożną, siatkówkę czy w łapki, ale również na spotkanie z młodzieżą i dziećmi któremu przewodniczył ojciec Isajas wraz z katechistami. Rozpoczęło się modlitwą, następnie ojciec Maciek przedstawił całą naszą grupę, po czym zaproponowaliśmy uczestnikom zajęcia w postaci rysowania. Starsze dzieci i młodzież rysowały Pana Jezusa, Maryję lub św. Daniela Comboniego natomiast te młodsze malowały domki zwierzęta i proste figury. Jak się później okazało większość z nich po raz pierwszy trzymała kredkę w ręce. Pomimo tego niektórzy sobie świetnie poradzili.

Kolejny już dzień wśród plemienia Gumuz rozpoczęliśmy modlitwą we wspólnocie oraz Mszą św. po amharsku z elementami języka gumuz. Przed południem udlismy się wraz z o. Elvisem do przedszkola prowadzonego przez kombonianów. Następnie udaliśmy się do jednego z mieszkańców Gublak, by zakupić od niego kozę. Dlaczego? Otóż wielu mieszkańców miasteczka,w tym prowadzących sklepy, jest wyznawcami Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego. obecnie w tym kościele panuje okres postu: nie tylko od pokarmów mięsnych, ale również od nabiału. W związku z tym, niemożliwe jest zakupienie w sklepach jakiegokolwiek mięsa czy nabiału.

Po południu podzieliliśmy się na trzy grupy. Marcelina wraz z o. Isajasem i katehistą udali się na kolejne spotaknie z kobietami. Tomek i Mateusz wraz z Tamiratem oraz następnym katechistą udali się do wioski, gdzie wraz z lokalną młodzieżą i dziećmi spędzili czas na grze w piłkę nożną oraz siatkową, by następnie wysłuchać katechezy prowadzonej przez Tamirata z pomocą katechisty. Natomiast o. Maciej wraz z katechistą udali się do innej wioski, gdzie również spędzili czas z młodzieżą i dziećmi na sporcie oraz katechezie.

Już wkrótce reszta relacji z Gublak!

Naszą podróż na północny-zachód Etiopii, do plemienia Gumuz, podzieliliśmy na dwa etapy. Pierwszy z nich biegł z Awassy do Addis Abeby, gdzie zatrzymaliśmy się na weekend, by w poniedziałek ruszyć dalej.

Drogę z Awassy do stolicy pokonaliśmy autobusem. Standardem nie odbiegał on od popularnych Polskich Busów. Podczas podróży otrzymaliśmy nawet wodę i ciastka! Wyjechaliśmy o 6:30, więc podróż przeznaczyliśmy na chwilę odpoczynku. Do Addis dotarliśmy w okolicach południa i zatrzymaliśmy się w domu prowincjalnym kombonianów. Popołudnie spędziliśmy na odpoczynku po intensywnych dwóch tygodniach w Awassie oraz drobnych zakupach. Wieczorem uczestniczyliśmy w Eucharystii, by następnie udać się na kolację wraz z komboniańską wspólnotą. Tego dnia pożegnaliśmy również Monikę, która w nocy wylieciała z Addis Abeby do Kampali w Ugandzie, skąd wyruszyła do swojej wspólnoty w Gulu.

Niedzielę rozpoczęliśmy Mszą św., tym razem odprawianą w obrządku etiopskim w języku gyyz. Pomimo, że nie znaliśmy języka, a porządek liturgii był odmienny od tego znanego nam w Polsce, było to owocne doświadczenie różnorodności Kościoła oraz wspólnoty katolickiej w Etiopii. Byliśmy oczarowani śpiewem, w który włączali się wszyscy wierni oraz gestami.

Po śniadaniu, postanowiliśmy odwiedzić etiopskie Muzeum Narodowe. Jest ono znane ze swoich paleontologicznych zbiorów, m.in: szkieletu Lucy. Ponadto, w muzeum znajdują się elementy strojów pochodzących z czasów cesarstwa, wystawa sztuki etiopskiej: obrazów oraz rzeźb, a także ekspozycje poświęcone poszczególnym plemionom. Z powodu odległości, dzielącej dom prowincjalny i muzeum, zdecydowaliśmy się na podróż lokalnym środkiem komunikacji miejskiej – minibusa kursującego pomiędzy różnymi przystankami. Popołudnie spędziliśmy na przygotowaniach do wyjazdu, gdyż w poniedziałek wyruszaliśmy już o 4:00 rano!

Czwartek rozpoczęliśmy Mszą św. w języku angielskim odprawioną przez o. Samuela i o. Maćka u sióstr Misjonarek Miłości. Ostatni dzień w ośrodku trzeba uznać za pracowity. Chłopaki udali się do pralni, zaś dziewczyny postanowiły umilić czas mamom, poprzez malowanie paznokci, a dzieciom, poprzez pokaz zimnych ogni. Po pracy przyszedł czas na pożegnania i wymianę kontaktów, by utrzymać zawarte znajomości na dłużej.

Na obiad udaliśmy się do wspólnoty braci kombonianów, którzy w czwartek celebrują dzień wspólnoty. Posiłek zakończyliśmy deserem, którym okazały się… lody. W Awassie są rarytasem, gdyż w mieście działa jedna lodziarnia, a lodów pakowanych właściwie nie ma w sklepach.

Popołudnie natomiast spędziliśmy w iście etiopskim klimacie: otrzymaliśmy zaproszenie na ceremonię parzenia kawy do znajomego Magdy – Abato. Do naszej grupki dołączyła Teresa – wolontariuszka z Austrii, którą poznaliśmy w ośrodku sióstr Misjonarek Miłości. Rytuał parzenia kawy wraz z jej piciem jest bardzo uroczysty. Połączony jest ze spotkaniem w gronie rodzinnym lub przyjaciół, dlatego zaproszenie nas – obcokrajowców – na kawę do czyjegoś domu, stanowi dla nas nie lada zaszczyt. Przechodząc już do samej ceremonii, obejmuje ona kilka elementów, przy czym warto zaznaczyć, że wszystkie czynności wykonują kobiety. Po pierwsze, świeże ziarna myje się i oczyszcza z błonek. Następnie, ziarna praży się, aż zmienią kolor z zielonego na ciemnobrązowy. Kolejną czynnością jest rozdrobnienie uprażonych ziaren w moździerzu, a rozdrobnioną kawę zalewa się zimną wodą. Dzbanek z kawą stawia się na rozżarzonych węgielkach i czeka, aż napój będzie gotowy. Pomimo, że przepis wydaję się prosty, do prawidłowego przygotowania napoju potrzeba nie lada wprawy i doświadczenia. Nasze dziewczyny uczestniczyły we wszystkich etapach żmudnego procesu – poradziły sobie ze wszystkim zyskując uznanie gospodyń. Przyszedł moment degustacji etiopskiego nektaru. Jak opisać jego smak? Przypomnijcie sobie najlepszą kawę, jaką piliście w życiu i pomnóżcie wrażenia smakowe przez dziesięć. Podczas ceremonii, nie poprzestaje się na jednej filiżance: po pierwszej – bardzo mocnej i esencjonalnej, przychodzi czas na intensywnie zharmonizowaną oraz łagodnie delikatną. Z rozmowy z Abato wiemy, że Etiopczycy pijają taką kawę trzy razy dziennie, lecz z powodu przyspieszenia tempa życia ludzie ograniczają się do jednej lub dwóch ceremonii w ciągu dnia. Trzeba zaznaczyć, że ostatnie wydarzenia są częścią długotrwałego procesu inkulturacji, ważnego dla każdego doświadczenia misyjnego.

Piątek był naszym dniem skupienia, który spędziliśmy w ośrodku Getsemani, malowniczo położonym nad wodami jeziora Awassa. To był owocny czas, podczas którego mieliśmy chwilę na indywidualne oraz wspólnotowe podsumowanie dotychczasowego pobytu. Po południu udaliśmy się do sióstr Franiciszkanek Misjonarek Maryi w Bushulo, gdzie zakończyliśmy spotkanie adoracją przed Najświętszym Sakramentem. Ponadto, spotkaliśmy się z siostra Janiną – polską franciszkanką przebywającą we wspólnocie w Bushulo, gdzie jest odpowiedzialna za oddział położniczo-ginekologiczny. Tego dnia pomogła przyjść na świat czwórce dzieci. Jest to stosunkowo niewielka liczba, gdyż liczba prodów może sięgać do 15 dziennie. Obecnie zaangażowana jest w projekt mający na celu przekształcenie szpitala w drugą, pod względem wielkości klinikę o profilu ginekologiczno-położniczym. Dzień zakończyliśmy uroczystą kolacją na pożegnanie, a następnie, w ramach deseru, udaliśmy się z bratem Giannim na lody.

Tak zakończył się nasz pobyt w Awassie!

Poniedziałkowy i wtorkowy dzień spędziliśmy w ośrodku Sióstr Misjonarek Miłości organizując czas podopiecznym: poprzez zabawę z dziećmi, grę w siatkówkę z młodymi, czy pomoc w pralni. Poza naszymi standardowymi obowiązkami, w poniedziałek po raz pierwszy udaliśmy się wraz z Mullegetem – pracownikiem z ośrodka – do nieodległego stoiska z tradycyjną, etiopską kawą. Z powodu swojego położenia, jest ono często odwiedzanie przez pracowników w porze południowej. Takie stoiska są częstym widokiem na ulicach Awassy: od prostych, prowizorycznych kawiarenek na chodniku przy ruchliwych arterach, po stałe, zadaszone obiekty. Przygotowaniem napoju zajmują się wyłącznie kobiety, rozlewając gorący napój do filiżanek wielkości tych używanych do włoskiego espresso. Kawę w Etiopii łączy się z ciekawymi, z naszej perspektywy, dodatkami: prócz standardowej kawy z cukrem, można zamówić kawę z dodatkiem soli lub połączenie kawy, herbaty oraz dużej ilości cukru (taki lokalny napój energetyczny – stosunkowo smaczny). Ponadto, jak na ojczyznę kawy przystało, kawa jest powszechnie dostępna i pijana przez wielu, dlatego filiżanka tej używki jest stosunkowo tania przy zachowaniu dobrej jakości.

Przedostatni dzień naszych odwiedzin u Misjonarek Miłości rozpoczęliśmy poranną mszą świętą. Tym razem w poszerzonym gronie w poszerzonym gronie i po angielsku: wraz z grupą kombonianów z okolicznych wspólnot, którzy zjechali się do Awassy na spotkanie odpowiedzialnych za szkoły. Już niedługo koniec wakacji i rozpoczęcie roku szkolnego, a dla dzieciaków zakończenie letnich zajęć wyrównawczych. Dzisiaj po raz ostatni odwiedziliśmy taką wakacyjną szkołę, gdzie przeprowadziliśmy zajęcia z matematyki. Nie obyło się oczywiście bez pomocy nauczycieli, zwłaszcza przy tłumaczeniu z angielskiego na Amharski. Ucieszyliśmy się też tym, że na przerwie dzieci same zaproponowały zabawę, której nauczyliśmy je w zeszłym tygodniu. Po południu powróciwszy do ośrodka, ciekawym doświadczeniem dla nas był udział w adoracji połączonej z modlitwą różańcową. Siostry, podopieczni, wolontariusze i pracownicy modliliśmy się razem, wierząc, że Jezus wszystkich nas w sobie jednoczy. Po modlitwie były dalsze zabawy z dziećmi oraz rozmowy z dorosłymi, którzy wytrwale uczą nas Amharskiego. Dzisiaj przyszła kolej m.in. na Znak Krzyża Świętego. Przy wyjściu z ośrodka nadszedł czas pierwszych pożegnań, m.in.: z Mullegetem, który towarzyszył nam zawsze w naszych odwiedzinach w „Summer School”.

Dzień 11. – odpust

Dzisiaj obiecana relacja z odpustu parafialnego w miejscowości Dongora. Miłego czytania 😉 Dongora oddalona jest od Awassy ok. 1,5 godziny jazdy samochodem. W związku z tym, wyruszyliśmy dosyć wcześnie, bo ok. 7:30. Droga biegła przez główną trasę łączącą Etiopię z Kenią i jest ona obecnie remontowana, dlatego poruszaliśmy się zarówno po nowych i zadbanych jezdniach, jak również wyboistych duktach wytyczonych na czas remontu. Po dotarciu do Dongory mieliśmy trochę czasu, by porozmawiać z miejscową wspólnotą komboniańską, odetchnąć po podróży, a także zobaczyć poszczególne placówki wspólnoty. W Dongorze powitał nas bardzo serdecznie bp Lorenzo – poprzednik bp Giovanniego. Po poszczególnych obiektach oprowadził nas jeden z wolontariuszy: zobaczyliśmy m.in. dom wspólnoty sióstr franciszkanek od św. Anny, które dopiero niedawno przybyły do Dongory (na Mszy św. odbyło się ich oficjalne powitanie). Mają się one zajmować lecznicą położoną na terenie parafii. Zobaczyliśmy również ośrodek katechetyczny, który zajmuje się prowadzeniem rekolekcji i kursów dla katechistów, czy wydawaniem publikacji w językach lokalnych. Co ciekawe, przy parafii znajduje się również mała hodowla kawy, trzciny cukrowej, czy owoców takich jak: ananasy, banany, mango i marakuja. Obrzędy związane z odpustem trwały właściwie już od rana, gdyż chór parafiany ćwiczył z wiernymi pieśni. Oficjalna część rozpoczęła się ok. 10:30 konferencją wygłoszoną przez dyrektora ośrodka katechetycznego. Następnie rozpoczęła się Msza św., która trwała… 3,5 godziny i to nie z powodu długiego kazania. Najdłuższą część Eucharystii stanowiła procesja z darami. Ustawiali się w niej ludzie z parafii, każdy z jakąś ofiarą: pieniędzmi, jedzeniem, bykiem, czy owcą. Wierny podchodził do mikrofonu, gdzie przedstawiał się i mówił, jak rodzaj ofiary składa. Chętnych do złożenia ofiary było bardzo wielu, dlatego też liturgia nieco się wydłużyła. Mimo tak długiego czasu, dongorska Eucharystia była dla nas dużym przeżyciem: widok zgromadzonych ludzi modlących się i wychwalających Pana był naprawdę budujący i pozwolił nam przeżyć tą Mszę w inny sposób, niż w Polsce. Po Eucharystii udaliśmy się na obiad w komboniańskiej wspólnocie. Prócz przygotowanego przez gospodynię posiłku, skosztowaliśmy również, znanego nam już z Sintaro, kocho oraz lokalnego zsiadłego mleka. Potem pożegnawszy się ze wspólnotą powróciliśmy wraz z biskupem do Awasy.

W piątek dowiedzieliśmy się że przed naszym przyjazdem do Awassy odbyło się wielkie święto z okazji nowego roku plemienia Sidamo. Jak wiele plemion w Etiopii, posiada ono własny kalendarz, który różni się od tego używanego powszechnie na świecie. W efekcie, w ciągu roku obchodzone jest kilka świąt związanych z rozpoczęciem nowego roku kalendarzowego. Poranek przywitał nas deszczem, dlatego ten dzień przeznaczyliśmy na przygotowanie materiałów do przeprowadzenia kolejnych lekcji w szkole. Tym razem postanowiliśmy przygotować zajęcia z matematyki. W przyszłym tygodniu okaże się, jakie będą tego efekty 😉

Popołudnie przeznaczyliśmy na wypoczynek po intensywnym tygodniu. Ponieważ pogoda nieco się poprawiła, chłopaki udali się po sprawunki. Wracając z nich, spotkali brata Aldo, który we wspólnocie odpowiedzialny jest m.in. za zaopatrzenie. Tym razem przywiózł odmianę bananów o wdzięcznej nazwie Lady Finger. Warto nadmienić, że w Etiopii można dostać wiele odmian bananów. Różnią się one od tych oferowanych w Polsce: są mniejsze, słodsze, czasem o intensywnym zapachu. Z pewnością Etiopia jest przyjaznym miejscem dla miłośników tych owoców.

Sobotę rozpoczęliśmy Mszą św. w katedrze odprawioną w języku amharskim. Następnie udaliśmy się do ośrodka sióstr Misjonarek Miłości. Tym razem podwózkę zaoferował nam brat Gianni, zatem tym razem nie odbyliśmy codziennego porannego spaceru przez Awassę. W ośrodku Mateusz wraz z o. Maćkiem pomagali w pralni, natomiast Marcelina z Tomkiem brali udział w sporządzaniu statystyk oraz przygotowywaniu posiłku dla mieszkańców. Resztę dnia spędziliśmy na rozmowach z pacjentami, zabawie z dziećmi oraz grze w siatkówce z młodymi. Ponadto, skosztowaliśmy ciekawego owocu, zwanego tutaj jackfruit. Można go podawać na trzy sposoby: niedojrzałe owoce gotuje się i podaje w formie podobnej do ziemniaków; miąższ dojrzałych spożywa się na surowo (w smaku przypomina trochę banan połączony z miodem), a pestki obiera się i gotuje. Etiopia nie przestaje nas zaskakiwać.

By dopełnić wrażeń tego dnia, Magda i Monika, które, w związku z innymi zobowiązaniami, nie przebywały z nami w ośrodku, przywitały nas wieczorem kolacją w postaci sałatki przygotowanej z miejscowych owoców: mango, ananasa, pomarańczy i bananów.

A już wkrótce relacja z odpustu w Dongorze wraz ze zdjęciami.

We wtorek, pojechaliśmy wraz z ojcem Pio do ośrodka prowadzonego przez siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi położonego w Bushulo. Nasz pobyt rozpoczęliśmy Mszą św. w języku angielskim (tak dla odmiany), by później udać się wraz z siostrą na obchód po całym obiekcie. To właśnie w tym szpitalu swoją pracę, jako fizjoterapeuta, ma rozpocząć nasza Magda. Sam szpital nie jest jednym budynkiem, lecz podzielony jest na kilka mniejszych, w których znajduje się administracja, izba przyjęć, poszczególne oddziały: ginekologiczny, położniczy z salą operacyjna, dziecięcy (gdzie przybywają głównie niedożywione dzieci) oraz zakaźny; a także laboratorium, gdzie przeprowadza się testy na obecność takich chorób, jak gruźlica, malaria, AIDS i innych. Po południu natomiast udaliśmy się do ośrodka Sióstr Misjonarek Miłości, by zanimować trochę dzieciaki. Tym razem postanowiliśmy wykorzystać nasze umiejętności składania samolocików i łódek z papieru. W niedługim czasie plac szpitalny zapełnił się od uradowanych dzieci puszczających samoloty, czy próbujących swoich sił w samodzielnym składaniu papieru.

Środowego poranka natomiast udaliśmy się do szkoły podstawowej prowadzonej przez Siostry Misjonarki Miłości. Pomimo tego, iż w Etiopii trwają obecnie wakacje, szkoły organizują dla swoich uczniów letnie zajęcia wyrównawcze. Lekcje zaczynają się o 9:00 i kończą o 11:30 posiłkiem. Dzieci podzielone były na 5 oddziałów, zależnie do klasy, do której uczęszczają w czasie roku szkolnego. Po przyjeździe, nasza szóstka podzieliła się na trzy grupy, ponieważ chcieliśmy poprowadzić lekcję w każdym z oddziałów. Dla młodszych roczników przygotowaliśmy szlaczki, które zapewne pamiętacie ze szkoły podstawowej. Ze starszymi dziećmi poprowadziliśmy lekcję angielskiego przy pomocy gry memory. Po zakończeniu zajęć wróciliśmy do ośrodka sióstr, gdzie pobawiliśmy się z dziećmi. Wieczorem, pojechaliśmy z bp. Giovannim do domu rekolekcyjnego Getsemani w pobliżu Bushulo w którym wzięliśmy udział w adoracji Najświętszego Sakramentu. Na miejscu biskup Giovanni wygłosił homilię do młodych ludzi, którzy przebywali tam na dziewięciodniowych rekolekcjach. Podczas czuwania była możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Na koniec oficjalnej części adoracji uczestniczyliśmy w procesji nad samo jezioro Awassa, gdzie położona jest kaplica, w której młodzież czuwała prze całą noc przy Najświętszym Sakramencie.

Czwartkowego dnia również wyruszyliśmy do szkoły, ale tym razem położonej na obrzeżach Awassy. Łącznie w tej szkole letniej uczyło się ponad dwieście dzieci w wieku do trzynastu lat. Podczas przerwy organizowaliśmy zabawy które bardzo spodobały się dzieciom. Natomiast później przeprowadziliśmy lekcję z kilkoma klasami. Wykorzystaliśmy materiały, które przygotowaliśmy na zajęcia w poprzedniej szkole. Popołudnie spędziliśmy u Sióstr Misjonarek Miłości bawiąc i ucząc dzieci.

A w następnym wpisie napiszemy coś o etiopskim nowym roku i wielu powodach do świętowania 😉

Pozdrawiamy!

Porcja zdjęć

Witajcie!

Wybaczcie, że ostatnio nie dodawaliśmy zdjęć, lecz począwszy od weekendu mieliśmy przejściowe problemy z Internetem. Niestety, w ośrodku sióstr Misjonarek Miłości nie można robić zdjęć, zatem galeria będzie nieco okrojona.

Miłego oglądania 😉

Dzień rozpoczęliśmy od uroczystej mszy świętej w języku amharskim, której przewodniczył bp Giovanni. 26 lipca jest wyjątkowy dla mieszkańców Awassy, ponieważ tego dnia wspomina się Gabriela Archanioła,który jest patronem głównej świątyni Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Tego dnia do miasta zjeżdża się wielu wyznawców, więc są problemy ze znalezieniem miejsca noclegowego.

Po mszy świętej i śniadaniu mieliśmy w końcu czas na małą selekcję zdjęć, która przedłużyła się do lunchu. W czasie sjesty Mateusz spotkał się z wieloma osobami ponieważ jest tu dużą atrakcją, nie dość, że jest białym, to jeszcze ma długie włosy, co u miejscowych mężczyzn jest niespotykane.

Po południu udaliśmy się do ośrodka prowadzonego przez Siostry Misjonarki Miłości mieszczącego się w Awassie. Wybraliśmy drogę biegnącą wzdłuż wybrzeża Jeziora Awassa, które skupia popołudniowe życie mieszkańców. Siostry pokazały nam cały ośrodek, na który składa się szpital z oddziałami męskim i żeńskim-dziecięcym. Ludzie tam przebywający cierpią na różne schorzenia: od gruźlicy,poprzez malarię, na urazach kończąc.Siostry przyjmują również ciężarne kobiety pozostawione przez rodziny. W ośrodku mogą przebywają one do 3 miesięcy po porodzie. Ponadto, w obiekcie znajduje się gromadka zdrowych dzieci, które przybyły ze swoimi chorymi mamami, gdyż nie miały one z kim ich zostawić.

W poniedziałkowy poranek uczestniczyliśmy we Mszy św. odprawionej po polsku przez o. Maćka, następnie udaliśmy się do ośrodka sióstr Misjonarek Miłości. Podzieliliśmy się na dwie grupy: Mateusz i o. Maciek pomagali w szpitalu przy prostych zabiegach oraz ćwiczyli swój amharski podczas rozmów z chorymi. Marcelina, Monika i Tomek pomagali przy sprzątaniu oddziału dla kobiet. Po przerwie obiadowej, już w pełnym składzie postanowiliśmy umilić dzieciom czas poprzez zrobienie wycinanych z papieru opasek na głowę z różnymi postaciami. Radość dzieci, spowodowana tak prostym z naszej strony gestem była nie do opisania. Po wykonanym przez nas kawale ciężkiej roboty uznaliśmy, ze już czas spróbować narodowego dania Etiopczyków – indżerę, zatem na kolację udaliśmy się spróbować owego dania. Pomimo specyficznego smaku, indżera nam posmakowała i mamy nadzieję, że znajdziemy czas, by jeszcze jej posmakować.

Pozdrawaimy z Awassy!

Selam!

Dzisiaj przesyłam kolejną, obszerniejszą relację. Miłego czytania!

Piątkowy dzień w Awassie rozpoczęliśmy Eucharystią, odprawianą w języku Sidamo w katedrze. Pomimo faktu, iż rozumieliśmy jedynie słowo ‘Amen’ oraz gesty, ta Msza św. była dla nas ciekawym doświadczeniem. Liturgii, w swojej formie, bliżej było do tych odprawianych w Europie niż tych znanych z opowiadań uczestników wypraw do Kenii czy Ugandy.

Jeszcze przed południem udaliśmy się do szkoły średniej prowadzonej przez siostry kombonianki. Niestety, z powodu wakacji, w szkole nie było uczniów, lecz nie była ona całkowicie opustoszała: przerwę wakacyjną wykorzystano do przeprowadzenia drobnych napraw, malowania budynków i przygotowania do nowego roku szkolnego, który rozpocznie się za 3 tygodnie. Najpierw udaliśmy się do głównego budynku, gdzie spotkaliśmy się z siostrą Danielą. Przybliżyła nam ona temat edukacji w Etiopii oraz wprowadziła w funkcjonowanie szkoły. W Etiopii szkoły są bezpłatne na każdym poziomie edukacji (łącznie z uniwersytetami), dzięki temu Etiopia ma jeden z niższych wskaźników analfabetyzmu w Afryce. Niestety, poziom szkół publicznych jest na bardzo niskim poziomie. Brakuje wykwalifikowanej kadry, ponieważ zawód nauczyciela nie cieszy się dużym prestiżem i wielu nauczycieli traktuje swoją pracę jako tymczasową. Ponadto, egzaminy wstępne na studia są bardzo trudne i niewiele szkół (głównie prywatnych) dobrze przygotowuje swoich uczniów do ich zdania. Jedną z takich szkół jest właśnie liceum prowadzone przez siostry. Ich uczniowie osiągają wysokie wyniki na egzaminach, a stypendia i czesne utrzymane na umiarkowanym poziomie umożliwiają równy start nie tylko młodzieży z zamożnych rodzin, ale również tym uboższym.

Po całym kompleksie oprowadziła nas siostra Kathy z Ugandy. Zobaczyliśmy sale lekcyjne, pracownię chemiczną i biologiczną oraz bibliotekę i boisko. Ta wycieczka zajęła nam całe przedpołudnie, więc później udaliśmy się na obiad a po nim było trochę czasu wolnego, gdyż odczuwaliśmy jeszcze trudy minionych podróży do Etiopii i Awassy. Wieczorem spotkaliśmy się w końcu z biskupem Awassy, ojcem Giovannim, kombonianinem, który pracował w Polsce i dzięki któremu właśnie możemy tutaj gościć.

Sobota była dla nas drugim pełnym dniem w Awassie. Bp Giovanni zaprosił nas, byśmy towarzyszyli mu tegoż dnia w uroczystości poświęcenia nowowybudowanej kaplicy w wiosce Sintaro, odległej o ok. godzinę drogi samochodem. Wyruszyliśmy dwoma samochodami terenowymi, których kierowcami byli proboszcz katedry i biskup. Początkowo jechaliśmy po asfaltowej nawierzchni, by wkrótce po krętych i błotnistych (lecz nieźle utrzymanych) drogach wspiąć się po zboczach zielonych wzgórz i dotrzeć do naszego celu.

Na miejscu czekała na Abunę (jak nazywają tutaj biskupa) liczna grupa mężczyzn, kobiet, młodzieży i dzieci w każdym wieku. Wszyscy powitali go śpiewem a kobiety obsypały go płatkami kwiatów. Po krótkim oczekiwaniu i próbach socjalizacji z miejscową ludnością, kiedy to staraliśmy się przełamywać barierę językową rozmawiając, czy to ze straszyzną czy to z dziećmi, wszyscy procesyjnie wkroczyliśmy do murowanej kaplicy zdolnej pomieścić ponad setkę osób. W trakcie mszy świętej odprawianej w języku sidamo została ona poświęcona a ołtarz konsekrowany. Całej liturgii towarzyszyły śpiewy animowane przez liczny chór. Ciekawym momentem było symboliczne ofiarowanie na zakończenie mszy św. żywych owiec dla ważniejszych z obecnych tam osób. Oprócz oczywiście biskupa Giovanniego, jedną „otrzymał” miejscowy proboszcz, który wraz z drugim księdzem (obaj są Etiopczykami) ma pod opieką jeszcze 36 innych kaplic takich jak ta w Sintaro.

Nie mogło się obyć oczywiście bez poczęstunku, który składał się z potrawy zwanej kocho zrobionej ze sfermentowanego i zmielonego rdzenia bananowca oraz gulaszu z baraniny, które to odważni (np. Monika) popijali zsiadłym mlekiem a mniej odważni napojami gazowanymi. Dosłownie palce lizać, gdyż sztućców nie było a jedliśmy ze wspólnego półmiska.

Po powrocie do Awassy nasza czwórka wybrała się na mały spacer po mieście. Odwiedziliśmy wtedy prawosławną katedrę pw. Św. Gabriela oraz udaliśmy nad ogromne i przepiękne jezioro Awassa. Dawało się już wyczuć świąteczną atmosferę niedzielnego odpustu ku czci św. archanioła Gabriela, które to wydarzenie ściągnęło do tego czterystutysięcznego miasta licznych etiopskich pielgrzymów i turystów. W czasie spaceru mieliśmy też okazję się przekonać, że Etiopczycy są pełnymi życzliwości i szacunku osobami chętnie spieszącymi z pomocą innym.