Category: Wyprawa 2013


W piątek dowiedzieliśmy się że przed naszym przyjazdem do Awassy odbyło się wielkie święto z okazji nowego roku plemienia Sidamo. Jak wiele plemion w Etiopii, posiada ono własny kalendarz, który różni się od tego używanego powszechnie na świecie. W efekcie, w ciągu roku obchodzone jest kilka świąt związanych z rozpoczęciem nowego roku kalendarzowego. Poranek przywitał nas deszczem, dlatego ten dzień przeznaczyliśmy na przygotowanie materiałów do przeprowadzenia kolejnych lekcji w szkole. Tym razem postanowiliśmy przygotować zajęcia z matematyki. W przyszłym tygodniu okaże się, jakie będą tego efekty 😉

Popołudnie przeznaczyliśmy na wypoczynek po intensywnym tygodniu. Ponieważ pogoda nieco się poprawiła, chłopaki udali się po sprawunki. Wracając z nich, spotkali brata Aldo, który we wspólnocie odpowiedzialny jest m.in. za zaopatrzenie. Tym razem przywiózł odmianę bananów o wdzięcznej nazwie Lady Finger. Warto nadmienić, że w Etiopii można dostać wiele odmian bananów. Różnią się one od tych oferowanych w Polsce: są mniejsze, słodsze, czasem o intensywnym zapachu. Z pewnością Etiopia jest przyjaznym miejscem dla miłośników tych owoców.

Sobotę rozpoczęliśmy Mszą św. w katedrze odprawioną w języku amharskim. Następnie udaliśmy się do ośrodka sióstr Misjonarek Miłości. Tym razem podwózkę zaoferował nam brat Gianni, zatem tym razem nie odbyliśmy codziennego porannego spaceru przez Awassę. W ośrodku Mateusz wraz z o. Maćkiem pomagali w pralni, natomiast Marcelina z Tomkiem brali udział w sporządzaniu statystyk oraz przygotowywaniu posiłku dla mieszkańców. Resztę dnia spędziliśmy na rozmowach z pacjentami, zabawie z dziećmi oraz grze w siatkówce z młodymi. Ponadto, skosztowaliśmy ciekawego owocu, zwanego tutaj jackfruit. Można go podawać na trzy sposoby: niedojrzałe owoce gotuje się i podaje w formie podobnej do ziemniaków; miąższ dojrzałych spożywa się na surowo (w smaku przypomina trochę banan połączony z miodem), a pestki obiera się i gotuje. Etiopia nie przestaje nas zaskakiwać.

By dopełnić wrażeń tego dnia, Magda i Monika, które, w związku z innymi zobowiązaniami, nie przebywały z nami w ośrodku, przywitały nas wieczorem kolacją w postaci sałatki przygotowanej z miejscowych owoców: mango, ananasa, pomarańczy i bananów.

A już wkrótce relacja z odpustu w Dongorze wraz ze zdjęciami.

Reklamy

We wtorek, pojechaliśmy wraz z ojcem Pio do ośrodka prowadzonego przez siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi położonego w Bushulo. Nasz pobyt rozpoczęliśmy Mszą św. w języku angielskim (tak dla odmiany), by później udać się wraz z siostrą na obchód po całym obiekcie. To właśnie w tym szpitalu swoją pracę, jako fizjoterapeuta, ma rozpocząć nasza Magda. Sam szpital nie jest jednym budynkiem, lecz podzielony jest na kilka mniejszych, w których znajduje się administracja, izba przyjęć, poszczególne oddziały: ginekologiczny, położniczy z salą operacyjna, dziecięcy (gdzie przybywają głównie niedożywione dzieci) oraz zakaźny; a także laboratorium, gdzie przeprowadza się testy na obecność takich chorób, jak gruźlica, malaria, AIDS i innych. Po południu natomiast udaliśmy się do ośrodka Sióstr Misjonarek Miłości, by zanimować trochę dzieciaki. Tym razem postanowiliśmy wykorzystać nasze umiejętności składania samolocików i łódek z papieru. W niedługim czasie plac szpitalny zapełnił się od uradowanych dzieci puszczających samoloty, czy próbujących swoich sił w samodzielnym składaniu papieru.

Środowego poranka natomiast udaliśmy się do szkoły podstawowej prowadzonej przez Siostry Misjonarki Miłości. Pomimo tego, iż w Etiopii trwają obecnie wakacje, szkoły organizują dla swoich uczniów letnie zajęcia wyrównawcze. Lekcje zaczynają się o 9:00 i kończą o 11:30 posiłkiem. Dzieci podzielone były na 5 oddziałów, zależnie do klasy, do której uczęszczają w czasie roku szkolnego. Po przyjeździe, nasza szóstka podzieliła się na trzy grupy, ponieważ chcieliśmy poprowadzić lekcję w każdym z oddziałów. Dla młodszych roczników przygotowaliśmy szlaczki, które zapewne pamiętacie ze szkoły podstawowej. Ze starszymi dziećmi poprowadziliśmy lekcję angielskiego przy pomocy gry memory. Po zakończeniu zajęć wróciliśmy do ośrodka sióstr, gdzie pobawiliśmy się z dziećmi. Wieczorem, pojechaliśmy z bp. Giovannim do domu rekolekcyjnego Getsemani w pobliżu Bushulo w którym wzięliśmy udział w adoracji Najświętszego Sakramentu. Na miejscu biskup Giovanni wygłosił homilię do młodych ludzi, którzy przebywali tam na dziewięciodniowych rekolekcjach. Podczas czuwania była możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Na koniec oficjalnej części adoracji uczestniczyliśmy w procesji nad samo jezioro Awassa, gdzie położona jest kaplica, w której młodzież czuwała prze całą noc przy Najświętszym Sakramencie.

Czwartkowego dnia również wyruszyliśmy do szkoły, ale tym razem położonej na obrzeżach Awassy. Łącznie w tej szkole letniej uczyło się ponad dwieście dzieci w wieku do trzynastu lat. Podczas przerwy organizowaliśmy zabawy które bardzo spodobały się dzieciom. Natomiast później przeprowadziliśmy lekcję z kilkoma klasami. Wykorzystaliśmy materiały, które przygotowaliśmy na zajęcia w poprzedniej szkole. Popołudnie spędziliśmy u Sióstr Misjonarek Miłości bawiąc i ucząc dzieci.

A w następnym wpisie napiszemy coś o etiopskim nowym roku i wielu powodach do świętowania 😉

Pozdrawiamy!

Porcja zdjęć

Witajcie!

Wybaczcie, że ostatnio nie dodawaliśmy zdjęć, lecz począwszy od weekendu mieliśmy przejściowe problemy z Internetem. Niestety, w ośrodku sióstr Misjonarek Miłości nie można robić zdjęć, zatem galeria będzie nieco okrojona.

Miłego oglądania 😉

Dzień rozpoczęliśmy od uroczystej mszy świętej w języku amharskim, której przewodniczył bp Giovanni. 26 lipca jest wyjątkowy dla mieszkańców Awassy, ponieważ tego dnia wspomina się Gabriela Archanioła,który jest patronem głównej świątyni Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Tego dnia do miasta zjeżdża się wielu wyznawców, więc są problemy ze znalezieniem miejsca noclegowego.

Po mszy świętej i śniadaniu mieliśmy w końcu czas na małą selekcję zdjęć, która przedłużyła się do lunchu. W czasie sjesty Mateusz spotkał się z wieloma osobami ponieważ jest tu dużą atrakcją, nie dość, że jest białym, to jeszcze ma długie włosy, co u miejscowych mężczyzn jest niespotykane.

Po południu udaliśmy się do ośrodka prowadzonego przez Siostry Misjonarki Miłości mieszczącego się w Awassie. Wybraliśmy drogę biegnącą wzdłuż wybrzeża Jeziora Awassa, które skupia popołudniowe życie mieszkańców. Siostry pokazały nam cały ośrodek, na który składa się szpital z oddziałami męskim i żeńskim-dziecięcym. Ludzie tam przebywający cierpią na różne schorzenia: od gruźlicy,poprzez malarię, na urazach kończąc.Siostry przyjmują również ciężarne kobiety pozostawione przez rodziny. W ośrodku mogą przebywają one do 3 miesięcy po porodzie. Ponadto, w obiekcie znajduje się gromadka zdrowych dzieci, które przybyły ze swoimi chorymi mamami, gdyż nie miały one z kim ich zostawić.

W poniedziałkowy poranek uczestniczyliśmy we Mszy św. odprawionej po polsku przez o. Maćka, następnie udaliśmy się do ośrodka sióstr Misjonarek Miłości. Podzieliliśmy się na dwie grupy: Mateusz i o. Maciek pomagali w szpitalu przy prostych zabiegach oraz ćwiczyli swój amharski podczas rozmów z chorymi. Marcelina, Monika i Tomek pomagali przy sprzątaniu oddziału dla kobiet. Po przerwie obiadowej, już w pełnym składzie postanowiliśmy umilić dzieciom czas poprzez zrobienie wycinanych z papieru opasek na głowę z różnymi postaciami. Radość dzieci, spowodowana tak prostym z naszej strony gestem była nie do opisania. Po wykonanym przez nas kawale ciężkiej roboty uznaliśmy, ze już czas spróbować narodowego dania Etiopczyków – indżerę, zatem na kolację udaliśmy się spróbować owego dania. Pomimo specyficznego smaku, indżera nam posmakowała i mamy nadzieję, że znajdziemy czas, by jeszcze jej posmakować.

Pozdrawaimy z Awassy!

Selam!

Dzisiaj przesyłam kolejną, obszerniejszą relację. Miłego czytania!

Piątkowy dzień w Awassie rozpoczęliśmy Eucharystią, odprawianą w języku Sidamo w katedrze. Pomimo faktu, iż rozumieliśmy jedynie słowo ‘Amen’ oraz gesty, ta Msza św. była dla nas ciekawym doświadczeniem. Liturgii, w swojej formie, bliżej było do tych odprawianych w Europie niż tych znanych z opowiadań uczestników wypraw do Kenii czy Ugandy.

Jeszcze przed południem udaliśmy się do szkoły średniej prowadzonej przez siostry kombonianki. Niestety, z powodu wakacji, w szkole nie było uczniów, lecz nie była ona całkowicie opustoszała: przerwę wakacyjną wykorzystano do przeprowadzenia drobnych napraw, malowania budynków i przygotowania do nowego roku szkolnego, który rozpocznie się za 3 tygodnie. Najpierw udaliśmy się do głównego budynku, gdzie spotkaliśmy się z siostrą Danielą. Przybliżyła nam ona temat edukacji w Etiopii oraz wprowadziła w funkcjonowanie szkoły. W Etiopii szkoły są bezpłatne na każdym poziomie edukacji (łącznie z uniwersytetami), dzięki temu Etiopia ma jeden z niższych wskaźników analfabetyzmu w Afryce. Niestety, poziom szkół publicznych jest na bardzo niskim poziomie. Brakuje wykwalifikowanej kadry, ponieważ zawód nauczyciela nie cieszy się dużym prestiżem i wielu nauczycieli traktuje swoją pracę jako tymczasową. Ponadto, egzaminy wstępne na studia są bardzo trudne i niewiele szkół (głównie prywatnych) dobrze przygotowuje swoich uczniów do ich zdania. Jedną z takich szkół jest właśnie liceum prowadzone przez siostry. Ich uczniowie osiągają wysokie wyniki na egzaminach, a stypendia i czesne utrzymane na umiarkowanym poziomie umożliwiają równy start nie tylko młodzieży z zamożnych rodzin, ale również tym uboższym.

Po całym kompleksie oprowadziła nas siostra Kathy z Ugandy. Zobaczyliśmy sale lekcyjne, pracownię chemiczną i biologiczną oraz bibliotekę i boisko. Ta wycieczka zajęła nam całe przedpołudnie, więc później udaliśmy się na obiad a po nim było trochę czasu wolnego, gdyż odczuwaliśmy jeszcze trudy minionych podróży do Etiopii i Awassy. Wieczorem spotkaliśmy się w końcu z biskupem Awassy, ojcem Giovannim, kombonianinem, który pracował w Polsce i dzięki któremu właśnie możemy tutaj gościć.

Sobota była dla nas drugim pełnym dniem w Awassie. Bp Giovanni zaprosił nas, byśmy towarzyszyli mu tegoż dnia w uroczystości poświęcenia nowowybudowanej kaplicy w wiosce Sintaro, odległej o ok. godzinę drogi samochodem. Wyruszyliśmy dwoma samochodami terenowymi, których kierowcami byli proboszcz katedry i biskup. Początkowo jechaliśmy po asfaltowej nawierzchni, by wkrótce po krętych i błotnistych (lecz nieźle utrzymanych) drogach wspiąć się po zboczach zielonych wzgórz i dotrzeć do naszego celu.

Na miejscu czekała na Abunę (jak nazywają tutaj biskupa) liczna grupa mężczyzn, kobiet, młodzieży i dzieci w każdym wieku. Wszyscy powitali go śpiewem a kobiety obsypały go płatkami kwiatów. Po krótkim oczekiwaniu i próbach socjalizacji z miejscową ludnością, kiedy to staraliśmy się przełamywać barierę językową rozmawiając, czy to ze straszyzną czy to z dziećmi, wszyscy procesyjnie wkroczyliśmy do murowanej kaplicy zdolnej pomieścić ponad setkę osób. W trakcie mszy świętej odprawianej w języku sidamo została ona poświęcona a ołtarz konsekrowany. Całej liturgii towarzyszyły śpiewy animowane przez liczny chór. Ciekawym momentem było symboliczne ofiarowanie na zakończenie mszy św. żywych owiec dla ważniejszych z obecnych tam osób. Oprócz oczywiście biskupa Giovanniego, jedną „otrzymał” miejscowy proboszcz, który wraz z drugim księdzem (obaj są Etiopczykami) ma pod opieką jeszcze 36 innych kaplic takich jak ta w Sintaro.

Nie mogło się obyć oczywiście bez poczęstunku, który składał się z potrawy zwanej kocho zrobionej ze sfermentowanego i zmielonego rdzenia bananowca oraz gulaszu z baraniny, które to odważni (np. Monika) popijali zsiadłym mlekiem a mniej odważni napojami gazowanymi. Dosłownie palce lizać, gdyż sztućców nie było a jedliśmy ze wspólnego półmiska.

Po powrocie do Awassy nasza czwórka wybrała się na mały spacer po mieście. Odwiedziliśmy wtedy prawosławną katedrę pw. Św. Gabriela oraz udaliśmy nad ogromne i przepiękne jezioro Awassa. Dawało się już wyczuć świąteczną atmosferę niedzielnego odpustu ku czci św. archanioła Gabriela, które to wydarzenie ściągnęło do tego czterystutysięcznego miasta licznych etiopskich pielgrzymów i turystów. W czasie spaceru mieliśmy też okazję się przekonać, że Etiopczycy są pełnymi życzliwości i szacunku osobami chętnie spieszącymi z pomocą innym.

Więcej zdjęć ;)

Zgodnie z obietnicą wrzucamy więcej zdjęć. Przesyłamy również pozdrowienia dla wiernych i cierpliwych czytelników z Misyjnego Ruchu TUCUM.

Pozdrawiamy,

Ekipa etiopska

Witajcie!

Pozdrawiamy z Awassy. Niestety, z powodu podróży, przerw w dostawie prądu oraz utrudnionego dostępu do Internetu, dopiero teraz dodajemy wpis.

Naszą podróż rozpoczęliśmy 22 lipca. Wyruszyliśmy z Krakowa samochodem o 2:00 w nocy, by dotrzeć na czas do Pragi, skąd przez Stambuł dostaliśmy się do Addis Abeby. Po blisko 24 godzinach od wyjazdu, już 23 lipca, ojciec Sisto, Magda i Monika, zabrali nas z lotniska do domu prowincjalnego kombonianów. Nie dane nam było zabawić dłużej w Addis, gdyż jeszcze tego samego dnia wyruszyliśmy na południe kraju – do Awassy. Nasza niewielka grupka powiększyła się o Magdę i Monikę – nasze Świeckie Misjonarki Kombonianki. Do Awassy wyjechaliśmy około południa, by zdążyć przed zachodem słońca. W Etiopii, podróżowania po zmroku unikają nawet najbardziej doświadczeni kierowcy z powodu braku oświetlenia ulic. W takiej sytuacji łatwo o potrącenie nieuważnego pieszego, zwierzęcia, czy stłuczkę z nieoświetlonym wozem lub samochodem. Pięciogodzinna podróż biegła przez jedną z głównych arterii przecinających Etiopię, a jej stan nie powstydziłby się niejeden europejski kraj. Nasze największe zdziwienie wywołał jednak fragment trasy biegnący przez… trzypasmową, płatną autostradę i mamy tu na myśli autostradę z prawdziwego zdarzenia.

Sama Awassa jest jednym z największych miast Etiopii, z ponad 200 tysiącami mieszkańców i kilkoma uniwersytetami. Jest to stosunkowo młode miasto, które dynamicznie się rozwija. Szybkiej rozbudowie towarzyszą jednak rosnące podziały między bogatymi i biednymi. Zatrzymaliśmy się w siedzibie wikariatu, gdzie będziemy przebywać przez najbliższe dwa tygodnie. Naszym głównym zajęciem będzie pomoc w ośrodku prowadzonym przez Misjonarki Miłości. Prócz tego uczestniczyć będziemy również w innych zajęciach, m.in.: odwiedzimy pobliskie misje komboniańskie.

Do napisania!

P.S.

Więcej zdjęć dodamy później 😉

Znowu w Korogocho

17 sierpnia

Na dzisiejszej Mszy Świętej w St. John spotkała nas nie lada gratka – mogliśmy zobaczyć kenijski ślub! Obrządek nie różnił się zbytnio od polskiego, za wyjątkiem jednego faktu, który na pewno nieczęsto można ujrzeć w naszym kraju. Mianowicie, podczas owej Mszy Świętej, panna młoda przyjmowała także Chrzest, Bierzmowanie oraz Komunię Świętą! Cała uroczystość była ciekawym doświadczeniem, które ponownie uświadomiło nam, że w slumsie też jest życie, pomimo tylu problemów i odpychających, ciężkich warunków. Życie, które ma się dobrze, w którym jest miejsce na miłość i szczęście.

Po południu, dzieląc się na grupy, odwiedziliśmy również okoliczny dom pre-postulantów oraz Feliksa, przyjaciela wspólnoty. Dom pre-postulantów służy pomocą w rozeznawaniu powołania misyjnego, zanim przystąpi się do formacji. Wstępni kandydaci uczą się w nim między innymi życia we wspólnocie, poznają też charyzmat komboniański.

Odwiedziny u Feliksa były z kolei spowodowane czymś więcej niż tyko chęć rozmowy. Feliks chciał bowiem, żeby ktoś poświęcił jego nowe mieszkanie – mówił, że nie zamieszka w nim, dopóki to się nie stanie. Ta z pozoru dziwna postawa daje jednak wyraźnie do zrozumienia, jak wierni w Korogocho podchodzą do życia z Bogiem. Jak powiedział na wieczornym podzieleniu o. Maciek Zieliński: my często zamykamy się na Boga, chcąc robić coś po swojemu – oni zapraszają Go do każdych, nawet najbardziej codziennych i zwyczajnych czynności i spraw.

 

Wieści z Amakuriat

15 sierpnia

Pewnie niektórzy się zastanawiają dlaczego „oni” nie piszą!? Powód bardzo prozaiczny – brak internetu. Stąd po raz kolejny przekazuję wszystkim odwiedzającym tego bloga (szczególnie rodzinom uczestników), że grupa ma się świetnie. Są bardzo zadowoleni, no i tak im się spodobało życie między Pokot, że teraz nie wiem czy wrócą do Korogocho?! Wczoraj cała ekipa wybrała się do Ugandy, by odwiedzić naszą świecką komboniankę – Danusię. Myślę, że to było bardzo miłe spotkanie dla nich wszystkich, ale o tym dniu i pozostałych w szczegółach opowiedzą wam na blogu kiedy [w końcu] wrócą do Korogocho. Będą tu w sobotę, więc prawdopodobnie szeroka relacja z ostatnich dni pojawi się na blogu w niedzielę. Zapraszam i pozdrawiam w ich imieniu!

10 sierpnia

Poniższego posta tym razem wrzuca inny Maciek (nie Garmada i nie Miąsik) Dziś przyszła kolej na mnie – Maćka Zielińskiego. Otóż nasza grupa kenijska zadzwoniła do mnie, bym napisał w ich imieniu małe co nieco. Na razie, tam w Amakuriat (West Pokot) nie mają Internetu – niestety „na razie” może zmienić się w „przez cały tydzień”! Zobaczymy.

Na razie krótko i treściwie. Wszyscy dotarli cali i zdrowi do naszej kombo misji w Amakuriat po … 19 godzinach podróży. Ponoć nie byli nawet zmęczeni – prawdziwi misjonarze! Przez telefon powiedzieli mi tylko, że są bardzo zadowoleni – zostali bardzo gorąco przyjęci przez Kombo wspólnotę i przez lokalną ludność – plemię Pokot. Teraz, wieczorem świętują wspólnie urodziny Magdy.

Gorąco wszystkich pozdrawiają. A ja dołączam się do tych pozdrowień.