Jestesmy w Tumaco po 26-godzinnej podrozy. Dla niektorych cena podziwiania wspanialych andyjskich widokow byly mdlosci. Dojechalismy bezpiecznie do domu kombonianow, gdzie poczestowali nas swieza ryba pargo. Po poludniu spotkalismy sie z liderem tutejszej grupy mlodziezowej z parafii kombonianow. Omowilismy z nim plan pracy na najblizsze dni. Naszym zadaniem bylo przygotowanie murali oraz pomalowanie krzyzy, ktore beda tworzyc miejsce pamieci Campo Santo de la Memoria. Chodzi o uczczenie zamordowanych i zaginionych ofiar konfliktu zbrojnego z okolic Tumaco. Campo ma byc czescia obchodow tygodnia pokoju, ktory celebrowany bedzie tutaj pod koniec wrzesnia.

Podczas wieczornej Mszy Swietej przedstawilismy sie lokalnej wspolnocie. Okazalo sie, ze nasz przyjazd byl zapowiedziany w parafialnym kwartalniku. Nastepnego dnia przed poludniem udalismy sie do szkoly prowadzonej przez kombonianow, gdzie brat Tomek przeprowadzil krotka lekcje polskiego. Zjedlismy obiad razem z dziecmi, a nastepnie rozpoczelismy malowanie muralu i krzyzy. Do pracy, oprocz mlodych z parafii przylaczylo sie takze wiele dzieciakow, zainteresowanych tym, co robimy, oraz studentka z Belgii, ktora przyjechala tu zbierajac materialy do swojej pracy dotyczacej miejsc pamieci.

W ciagu dwoch dni wspolnymi silami udalo nam sie stworzyc piekny mural, ktory otacza plac. Na nim wlasnie beda ustawione pomalowane na bialo krzyze z nazwiskami ofiar. Dzis (trzeci dzien pracy), pozostalo nam tylko dokonac ostatnich porpawek i napisac na jednej ze scian cytat kolumbijskiej siostry Yolandy Cerón: Robota dopiero sie zaczyna. Te slowa dotycza pracy na rzecz pokoju i maja niezwykle mocny wydzwiek, poniewaz mloda siostra zostala zamordowana…

Zaskoczeniem bylo dla nas zaproszenie na obiad przez naszych gospodarzy, czyli wlascicieli domu, w ktorym mieszkamy. Señora Amanda podala kazdemu talerz z swiezymi, pysznymi i wlasnorecznie przyrzadzonymi krabami. Musicie wiedziec, ze taki obiadek je sie baaardzo dlugo, poniewaz dostac sie do krabowego mieska nie jest latwo :). Siedzac na tarasie poznalismy trudna historie ich rodziny oraz tego, w jaki sposob znalezli sie w Tumaco.

Teraz konczymy wpis, a takze prace nad muralem. Dzis planujemy isc na plaze i troche odpoczac, jesli przestanie padac, a juz jutro plyniemy aby odwiedzic ojca Adama na jego misji w Ekwadorze.

 

Wybaczcie, ze bez zdjec i polskich znakow, ale wlasnie piszemy z parafialnego komputera. Zdjecia postaramy sie wrzucic w najblizszym czasie.

¡Hasta luego!