Tymczasem nasza grupa, czyli Kasia, Krysia, Krzysiek i Tomek, wybraliśmy się na dwudniową wyprawę w góry. Naszym celem była kaplica w Kalapacie, gdzie w niedzielę miało rozpocząć się świętowanie 45 lecia istnienia wspólnoty chrześcijańskiej. Już na początku wiedzieliśmy, że nie damy rady dojechać autem pod samą kaplicę, ponieważ jest ona położona wśród gór. Dlatego samochód zostawiliśmy w połowie drogi, a resztę trasy pokonaliśmy pieszo. Chrześcijajnie z tej wspólnoty mieszkają w tradycyjnych chatkach porozrzucanych po stromych zboczach gór.

Ponieważ Krzysiek pracował w Amakuriat pięć lat temu, mieliśmy okazję odwiedzić jego starych znajomych oraz poznać ich codzienność. W każdym domku, do którego wchodzliśmy ludzie częstowali nas herbatą z mlekiem i dużą ilością cukru (zwaną przez miejscowych chai). Była to również okazja do rozmowy o postrzeganiu miłości i małżeństwa wśród plemienia Pokot. Małżonkiewie nie okazują sobie czułości – to dziecko jest wyrazem bliskości i miłości; często przed ślubem nie ma romantycznych uczuć, a nawet po ślubie w chatkach mąż i żona mają odzielne łózka.

Po posiłku nabraliśmy sił do dalszej wędrówki po okolicy, którą pokazał nam miejscowy katechista Steven razem z Samsonem, 17 letnim uczniem szkoły. Ścieżka, którą szliśmy przypominała trasę z obozu survival: przedzieranie się przez pola kukurydzy, wbijające się w ubrania małe kolce, skoki przez „płotki” (poziomo ułożene konary drzew) oraz wspinanie się na szczyt bardzo stromą drogą pokrytą piaskiem, a wszystko to w palacym słońcu. Mimo przeszkód mieliśmy ochotę na wspólne śpiewanie i uczenie się piosenek w języku Pokot, a Samson spróbował swoich sił w języku polskim. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy pierwszymi białymi kobietami, które spotkał.

W drodze powrotnej bawiliśmy się z dziećmi, uczyliśmy ich znaku krzyża, a także nosiliśmy je w tradycyjny sposób na plecach. Późnym popołudniem poznaliśmy dwie Celiny, kobiety u których mieliśmy nocować. Wieczorem zostaliśmy poczęstowani „jedzeniem dla Europejczyków” (makaron z ziemniakami i sosem pomidorowym). W jednej z chatek (o średnicy 3 m) zebrało się około 30 osób, które śpiewały chcąc nas ugościć i przywitać. Po kilku godzinach wspólnej zabawy poszliśmy spać.

Niedzielę rozpoczęliśmy pieszą, długą wędrówką do kaplicy. Dotarliśmy na miejsce koło 10, gdzie przez kolejne dwie godziny czekaliśmy aż wszyscy ludzie zejdą się na Eucharystię. Przez cały ten czas zebrani radośnie śpiewali i klaskali. Wszystkich przychodzących, a szczególnie chrześcijan z sąsiednich kaplic z Sasak i Woyakol, gospodarze witali śpiewem. Po Mszy rozpoczęto świętowanie: kobiety i mężczyźni tradycyjnie podskakiwali w rytm muzyki, a młodzież tańczyła. Do zabawy każdy mógł się dołączyć, więc spróbowaliśmy i my.

W drodze powrotnej mogliśmy zobaczyć zabawę, w której dziewczyny uciekają przed chłopcami ubranymi w tradycyjne stroje wojowników z kijami. Żegnając się z Kalapatą ruszyliśmy do pozostawionego samochodu. Razem z nami chciało zabrać się około 30 osób. Niektórzy musieli jechać w pozycji skośnej stojącej. Wróciliśmy zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi, że mogliśmy poznać wspólnotę w Kalapacie i spotkać tak wielu radosnych chrześcijan.