Czwartek rozpoczęliśmy Mszą św. w języku angielskim odprawioną przez o. Samuela i o. Maćka u sióstr Misjonarek Miłości. Ostatni dzień w ośrodku trzeba uznać za pracowity. Chłopaki udali się do pralni, zaś dziewczyny postanowiły umilić czas mamom, poprzez malowanie paznokci, a dzieciom, poprzez pokaz zimnych ogni. Po pracy przyszedł czas na pożegnania i wymianę kontaktów, by utrzymać zawarte znajomości na dłużej.

Na obiad udaliśmy się do wspólnoty braci kombonianów, którzy w czwartek celebrują dzień wspólnoty. Posiłek zakończyliśmy deserem, którym okazały się… lody. W Awassie są rarytasem, gdyż w mieście działa jedna lodziarnia, a lodów pakowanych właściwie nie ma w sklepach.

Popołudnie natomiast spędziliśmy w iście etiopskim klimacie: otrzymaliśmy zaproszenie na ceremonię parzenia kawy do znajomego Magdy – Abato. Do naszej grupki dołączyła Teresa – wolontariuszka z Austrii, którą poznaliśmy w ośrodku sióstr Misjonarek Miłości. Rytuał parzenia kawy wraz z jej piciem jest bardzo uroczysty. Połączony jest ze spotkaniem w gronie rodzinnym lub przyjaciół, dlatego zaproszenie nas – obcokrajowców – na kawę do czyjegoś domu, stanowi dla nas nie lada zaszczyt. Przechodząc już do samej ceremonii, obejmuje ona kilka elementów, przy czym warto zaznaczyć, że wszystkie czynności wykonują kobiety. Po pierwsze, świeże ziarna myje się i oczyszcza z błonek. Następnie, ziarna praży się, aż zmienią kolor z zielonego na ciemnobrązowy. Kolejną czynnością jest rozdrobnienie uprażonych ziaren w moździerzu, a rozdrobnioną kawę zalewa się zimną wodą. Dzbanek z kawą stawia się na rozżarzonych węgielkach i czeka, aż napój będzie gotowy. Pomimo, że przepis wydaję się prosty, do prawidłowego przygotowania napoju potrzeba nie lada wprawy i doświadczenia. Nasze dziewczyny uczestniczyły we wszystkich etapach żmudnego procesu – poradziły sobie ze wszystkim zyskując uznanie gospodyń. Przyszedł moment degustacji etiopskiego nektaru. Jak opisać jego smak? Przypomnijcie sobie najlepszą kawę, jaką piliście w życiu i pomnóżcie wrażenia smakowe przez dziesięć. Podczas ceremonii, nie poprzestaje się na jednej filiżance: po pierwszej – bardzo mocnej i esencjonalnej, przychodzi czas na intensywnie zharmonizowaną oraz łagodnie delikatną. Z rozmowy z Abato wiemy, że Etiopczycy pijają taką kawę trzy razy dziennie, lecz z powodu przyspieszenia tempa życia ludzie ograniczają się do jednej lub dwóch ceremonii w ciągu dnia. Trzeba zaznaczyć, że ostatnie wydarzenia są częścią długotrwałego procesu inkulturacji, ważnego dla każdego doświadczenia misyjnego.

Piątek był naszym dniem skupienia, który spędziliśmy w ośrodku Getsemani, malowniczo położonym nad wodami jeziora Awassa. To był owocny czas, podczas którego mieliśmy chwilę na indywidualne oraz wspólnotowe podsumowanie dotychczasowego pobytu. Po południu udaliśmy się do sióstr Franiciszkanek Misjonarek Maryi w Bushulo, gdzie zakończyliśmy spotkanie adoracją przed Najświętszym Sakramentem. Ponadto, spotkaliśmy się z siostra Janiną – polską franciszkanką przebywającą we wspólnocie w Bushulo, gdzie jest odpowiedzialna za oddział położniczo-ginekologiczny. Tego dnia pomogła przyjść na świat czwórce dzieci. Jest to stosunkowo niewielka liczba, gdyż liczba prodów może sięgać do 15 dziennie. Obecnie zaangażowana jest w projekt mający na celu przekształcenie szpitala w drugą, pod względem wielkości klinikę o profilu ginekologiczno-położniczym. Dzień zakończyliśmy uroczystą kolacją na pożegnanie, a następnie, w ramach deseru, udaliśmy się z bratem Giannim na lody.

Tak zakończył się nasz pobyt w Awassie!

Reklamy