Dzisiaj obiecana relacja z odpustu parafialnego w miejscowości Dongora. Miłego czytania 😉 Dongora oddalona jest od Awassy ok. 1,5 godziny jazdy samochodem. W związku z tym, wyruszyliśmy dosyć wcześnie, bo ok. 7:30. Droga biegła przez główną trasę łączącą Etiopię z Kenią i jest ona obecnie remontowana, dlatego poruszaliśmy się zarówno po nowych i zadbanych jezdniach, jak również wyboistych duktach wytyczonych na czas remontu. Po dotarciu do Dongory mieliśmy trochę czasu, by porozmawiać z miejscową wspólnotą komboniańską, odetchnąć po podróży, a także zobaczyć poszczególne placówki wspólnoty. W Dongorze powitał nas bardzo serdecznie bp Lorenzo – poprzednik bp Giovanniego. Po poszczególnych obiektach oprowadził nas jeden z wolontariuszy: zobaczyliśmy m.in. dom wspólnoty sióstr franciszkanek od św. Anny, które dopiero niedawno przybyły do Dongory (na Mszy św. odbyło się ich oficjalne powitanie). Mają się one zajmować lecznicą położoną na terenie parafii. Zobaczyliśmy również ośrodek katechetyczny, który zajmuje się prowadzeniem rekolekcji i kursów dla katechistów, czy wydawaniem publikacji w językach lokalnych. Co ciekawe, przy parafii znajduje się również mała hodowla kawy, trzciny cukrowej, czy owoców takich jak: ananasy, banany, mango i marakuja. Obrzędy związane z odpustem trwały właściwie już od rana, gdyż chór parafiany ćwiczył z wiernymi pieśni. Oficjalna część rozpoczęła się ok. 10:30 konferencją wygłoszoną przez dyrektora ośrodka katechetycznego. Następnie rozpoczęła się Msza św., która trwała… 3,5 godziny i to nie z powodu długiego kazania. Najdłuższą część Eucharystii stanowiła procesja z darami. Ustawiali się w niej ludzie z parafii, każdy z jakąś ofiarą: pieniędzmi, jedzeniem, bykiem, czy owcą. Wierny podchodził do mikrofonu, gdzie przedstawiał się i mówił, jak rodzaj ofiary składa. Chętnych do złożenia ofiary było bardzo wielu, dlatego też liturgia nieco się wydłużyła. Mimo tak długiego czasu, dongorska Eucharystia była dla nas dużym przeżyciem: widok zgromadzonych ludzi modlących się i wychwalających Pana był naprawdę budujący i pozwolił nam przeżyć tą Mszę w inny sposób, niż w Polsce. Po Eucharystii udaliśmy się na obiad w komboniańskiej wspólnocie. Prócz przygotowanego przez gospodynię posiłku, skosztowaliśmy również, znanego nam już z Sintaro, kocho oraz lokalnego zsiadłego mleka. Potem pożegnawszy się ze wspólnotą powróciliśmy wraz z biskupem do Awasy.

Reklamy