22 sierpnia

Boma Rescue:

Nasza dzisiejsza wyprawa do Boma Rescue wiązała się z odwiedzinami w domach (choć większość z nich na taką nazwę nie zasługuje) podopiecznych ośrodka. Dzieciaki przebywają w Boma od 8 rano do 4 po południu. Zaczynają sprzątaniem, by o 9 zgromadzić się na modlitwie. Po śniadaniu mają różne zajęcia w zależności od dnia: angielski, kisuahili, akrobatykę, sport, taniec, muzyka, zajęcia plastyczne, pomoc psychologiczną, religię. Te same zajęcia są po obiedzie, który jest o 13. Potem o 15 jest kąpiel, sprzątanie i do domu. No właśnie… domu. Dzisiaj, wraz z wychowawcami, podzieleni na małe grupki mieliśmy okazję naocznie się przekonać w jakich warunkach żyją te dzieciaki. Kasia z Maćkiem poszli odwiedzić rodziny trójki dzieci. Rodziców Petera (9 lat choć wygląda najwyżej na 5), Florence i Alfreda, żeśmy nie zastali. Dwoje pierwszych mieszkało wraz z rodzeństwem i matką w klitkach zbitych z blachy o powierzchni może 4 m2. Tato Florence zginął w zamieszkach po wyborach prezydenckich kilka lat temu… S. Ula chciała odwiedzić małego Luca, który wczoraj się nie pojawił w Boma. Okazało się, że miał ku temu bardzo konkretny powód. Wczoraj spłonął cały jego „dom” i teraz naprawdę nie mają, gdzie mieszkać…

Napenda Kuishi:

Ciąg dalszy naszej pracy w Napenda Kuishi. Dziś mieliśmy okazję bardziej przejąć inicjatywę i poprowadzić przez dłuższy czas trochę zabaw. Furorę zrobiło proste odbijanie balonu – widać było, że jest to dla dzieciaków niecodzienna frajda. Poznaliśmy rówież lokalną Świecką Misjonarkę prowadzącą katechezę w Napenda, przy czym również jej pomogliśmy.

Dziś mogliśmy wyraźnie poczuć jak powoli tworzą się relacje między nami a podopiecznymi – dzieciaki są zdecydowanie bardziej ufne, uśmiechają się do nas i zaczepiają, prosząc o zabawę. Śmiejemy się chętnie razem z nimi, lecz z tym śmiechem idzie również wciąż nieustający szok – nie może dojść do nas, że te dzieci, w większości w tak młodym, wczesnoszkolnym wieku, zostały zmuszone do życia na ulicy, do spożywania narkotyków etc. Podczas rozmów z pracownikami ośrodka, szczególnie z Mary, pytamy wciąż i wciąż o źródło siły i motywacji do takiej pracy. Odpowiedź jest zawsze ta sama: to nie oni zmieniają te dzieciaki, lecz robi to Jezus, przy pomocy ich rąk. Tylko On sprawia, że wciąż mają siłę by codziennie tu przychodzić i próbować zmienić te dzieciaki, uratować ich ze szponów uzależnień i zmienić ich życie.

Późnym popołudniem, przebywając już pełnym składem w domu, spotkało nas bardzo niespodziewane zjawisko – rozpętało się potężne gradobicie! O. Maciek powiedział, że tak intensywnego gradu nie było tu już od dawna. Myśleliśmy nad tym, jak schronili się przed nim mieszkańcy slumsu, np. sieroty z Napenda Kusihi – bez solidnego dachu nad głową, zdani na pastwę żywiołu.