6 sierpnia

Dziś po raz drugi udaliśmy się do Kariobangi, jednak tym razem spędzaliśmy czas z siostrami komboniankami. Mieszkają one zaraz obok placówki ojców kombonianów, którą odwiedziliśmy w sobotę, również na terenie parafii. Na miejscu poczęstowano nas kawą i herbatą, ciastkami i ku naszemu zdziwieniu… popcornem! Później udaliśmy się razem z siostrą Mary Luz do szkoły dla kobiet, w której uczone są one różnych zawodów. Nasza siostrzana przewodniczka oprowadzała nas po różnych salach, pokazując nam, gdzie dziewczęta uczą się szyć ubrania, tworzyć biżuterię, gotować, czesać, wykonywać usługi kosmetyczne, etc. Szkoła prowadzi również sklep, w którym można nabyć wykonywane przez pracowników szkoły koszulki, obrusy, serwetki, torebki itp. Spędziliśmy tam trochę czasu, robiąc niewielkie zakupy.

Po obiedzie zjedzonym razem z siostrami w ciepłej, radosnej atmosferze, wyruszyliśmy na drugi koniec slumsu, do dzielnicy Grucola. Naszym celem był projekt o nazwie Bega Kwa Bega. Zajmuje się on produkowaniem drobnej biżuterii, ozdób, dewocjonaliów a nawet obuwia, zatrudniając do tego celu osoby z marginesu społecznego. Jednym z przykładów owoców projektu są krzyże misyjne, które otrzymaliśmy na posłaniu – zostały wykonane właśnie w Bega Kwa Bega. Niestety, okazało się, że jesteśmy trochę zbyt późno, by obejrzeć jak powstają produkty, gdyż pracownicy skończyli już pracę na dziś, jednak mamy nadzieję, że w któreś popołudnie ponownie przyjdziemy i trafimy na właściwy moment. Przed opuszczeniem ośrodka porozmawialiśmy jeszcze z Vincentem, zarządcą projektu. Podczas rozmowy podzielił się z nami ciekawą myślą, która utkwiła nam w pamięci. Powiedział, że w miejscu takim jak Korogocho, gdzie wielu ludzi jest „na dnie”, podstawową rzeczą jest motywacja i wiara w zmianę swojego życia. Mówił nam o tym, jak ważne jest nieustanne dążenie do postępu i spełnienia swoich marzeń i pragnień

Oprócz tego, nasza grupa powiększyła się o jednego członka. Dołączył do nas młody Włoch, Fabio, który będzie uczestniczył w naszym doświadczeniu aż do 26-ego sierpnia. Organizacja jego wyprawy trochę się różni od naszej; nie jest to do końca takie doświadczenie misyjne, w którym my uczestniczymy: z grupą, organizatorem itp., lecz przyjechał tu sam, na własną rękę. Zna jednak o. Aleksa, kombonianina mieszkającego do niedawno w Korogocho i to dzięki tej znajomości zorganizował sobie ową podróż. Na miejscu dowiedział się o pobycie w Korogocho w tym samym czasie polskiej grupy i postanowił do niej dołączyć. Cieszymy się z obecności nowego członka ekipy, tym bardziej, że pochodzi z innego kraju. Już dziś była to świetna okazja do ciekawych rozmów i wzajemnego ubogacania się, a przed nami jeszcze mnóstwo wspólnych doświadczeń!