Po zatłoczonych ulicach Kampali poruszaliśmy się dzisiaj na Boda – Boda. Mknąc przez miasto, mijaliśmy elegancko ubranych ludzi, ekskluzywne obiekty oraz nowoczesne samochody. Sceneria drastycznie się zmieniła, kiedy weszliśmy do slumsów w Nabuongo. Ubóstwo, rozpadające się budowle, zanieczyszczona woda, brud, unoszący się w powietrzu nieprzyjemny zapach… Taka jest rzeczywistość mieszkających tam 40 tysięcy ludzi. Skrajne warunki życia nie zabijają jednak ich radości. Niemal wszyscy witali nas uśmiechem i ciepłym słowem. Jedna z kobiet, które odwiedziliśmy, powiedziała nam: Nie przepraszajcie, że nie macie dla nas podarunku, nam wystarczy, że nas kochacie.
Następnie powróciliśmy do ośrodka In Need Home, w którym zorganizowana jest szkoła dla dzieci ze slumsów. Z naszych obserwacji wywnioskowaliśmy, że znajduje się tam tylko jedna sala lekcyjna. Gwarantowana edukacja dziecka trwa tylko przez pierwsze 3 lata nauki. Jeśli nie uda się pozyskać dofinansowania, uczeń powtarza rok lub kończy ją na tym etapie.
Bardzo poruszyła nas historia jednego z podopiecznych tego ośrodka. W wyniku pożaru w slumsie, mały chłopiec i jego rodzina stracili dom. Obecnie dziecko mieszka w ośrodku – tam nocuje i uczęszcza na zajęcia. Natomiast jego bezdomni rodzice błąkają się pomiędzy barakami. Pomocną dłoń wyciągają do nich pozostali mieszkańcy slumsów, którzy chętnie dzielą się tym co mają. Oferują nocleg i zapraszają na bardzo skromne, ale wspólne posiłki.
Dzisiejszy dzień, był dla nas kolejną, ugandyjską lekcją miłości.