Po pożegnaniu się z Mamkami, które specjalnie dla nas wcześnie rano wstały, pojechaliśmy na nasz autobus. Do Kampali podróżowaliśmy transportem publicznym. Na początku podroży prowadzący odmówił modlitwę. Dało to nam sposobność do zastanowienia się: czy w Polsce ktoś odważyłby się rozpocząć modlitwę na dobrą drogę w autobusie komunikacji miejskiej. Moim zdaniem byłoby to nie realne m.in. dlatego, że balibyśmy się co pomyślą inni. W Ugandzie pomimo różnorodności wyznań nikt nie był zaskoczony i wszyscy wspólnie się modlili.
Sześciogodzinna podróż minęła nam bardzo szybko i dotarliśmy do stolicy Ugandy. Od razu zauważalna była różnica między zakorkowaną, głośną Kampalą, a spokojnym Gulu.
Naszym miejscem zakwaterowania stał się dom ojców Kombonianów, w którym spędziliśmy pierwszą noc. Wróciliśmy z powrotem tam, gdzie już byliśmy -powoli zataczamy koło naszej wyprawy.
Na koniec dnia odwiedziliśmy Wspólnotę Świeckich Misjonarzy Kombonianów. Razem z jej członkami uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, po której spędziliśmy razem miły wieczór.
Pozdrawiam
Agata