Kto by pomyślał, że rozmowa z całkiem obcą osobą może coś we mnie zmienić. Nie wiem jak wy, ale ja uważałam, że moje życie zależy przede wszystkim ode mnie. A jednak dzisiejszy dzień pokazał, że nie do końca tak jest. Spotkanie z kolejną wspólnotą Kombo w Kangole, a zwłaszcza świadectwo życia siostry Bruny, kombonianki, zmieniło moje myślenie. Siostra, która od 30 lat żyje wśród plemienia Karimojong, uświadomiła mi, że powołanie misyjne nie jest związane z powołaniem do miejsca, często bardzo odległego, ale jest powołaniem do życia z ludźmi, których trzeba tak po prostu pokochać. Bo dopiero dzięki tej miłości mogę stać się misjonarzem, a bez niej… (no właśnie, kim jesteśmy bez miłości).

PS. Wciąż nie mamy bezpośredniego dostępu do neta, więc także dziś nie będzie zdjęć. Nadrobimy to być może jutro, jak już będziemy z powrotem w Gulu.