Archive for 12 września, 2013


Kolejny dzień pobytu w Gulu upłynął nam pod znakiem wspólnego robienia różańców z dziećmi, kina plenerowego czy próbnych zajęć fizjoterapeutycznych. Pisząc te słowa zaczęłam się zastanawiać jak w Afryce a jak w Europie postrzegamy czas. W Europie każdy się śpieszy, goni za czymś nie dostrzegając rzeczy ważnych i ulotnych. Tutaj w Gulu musieliśmy przestawić się na czas afrykański, który choć bywa frustrujący, stanowi cenne doświadczenie. Jeśli umówisz się z kimś na 15-stą to dziwić nie powinna nieobecność tej osoby o 16-stej, a jeśli Msza św. ma się zacząć umownie o 7.00 nie oznacza, że nie może się zacząć o 6.45 skoro kapłan już jest. Dni płyną tu bardzo szybko i choć nie zawsze upływają na zajęciach z dziećmi, czasami po prostu na zwykłym zwiedzaniu, obserwowaniu i chłonięciu Afryki to każda chwila jest cenna i ważna.

Z racji tego, że nasza grupa mieszka w dwóch domkach, funkcjonuje w niej pojęcie naszych i waszych dzieci. My dziewczyny mieszkamy wokół domów, gdzie mieszkają głównie małe, zdrowe dzieci, natomiast męska część grupy mieszka po drugiej stronie wokół domków, gdzie mieszkają osoby niepełnosprawne. Dziś odwiedzając „drugą stronę mocy” jak mawiają niektórzy, rozmawiałam z Paulem, który mieszka w mieście nieopodal Gulu, ale codziennie przyjeżdża tu jako wolontariusz. Paul ma 19 lat, interesuje się technologią inżynieryjną i ujmuje swoją dojrzałością i ciekawym spojrzeniem na świat. Będąc w Gulu często spotykamy się z pytaniem jak jest w Polsce, albo co mogą zrobić dzieci byśmy ich stąd zabrali. Za każdym razem zastanawiam się co odpowiedzieć i kto naprawdę jest bogatszy i szczęśliwszy: my biegnący za rzeczami materialnymi i zapominający o uśmiechu i kontakcie z drugim człowiekiem czy Oni mający o wiele mniej,
a jednak umiejący się cieszyć i uśmiechać do każdego człowieka bez względu na kolor skóry. Według Paula rozmowa jest bardzo ważnym elementem życia ludzi. Jeśli witamy się z innymi, mamy czas na rozmowę- jesteśmy dobrymi ludźmi, jeśli biegniemy i nie umiemy się zatrzymać jesteśmy złymi ludźmi. No i na koniec złota myśl Paula, która z pewnością spotka się z aprobatą kobiet: „Jeśli sądzisz, że źle wychodzisz na zdjęciach, nie oznacza, że źle wyglądasz, musisz po prostu znaleźć fotografa, który będzie umiał wydobyć
z Ciebie Twoje piękno”.
Iwonka

Dzisiejszy dzień minął nam jak zwykle szybko i za szybko. Zastanawiałam się jak go opisać, ponieważ z jednej strony nie różni się znacząco od poprzednich dni, a z drugiej zachwyca swoją prostotą i pięknem. Dzień jest dla nas spotkaniem z drugim człowiekiem i każdy z nas to spotkanie przeżywa na nowo i na nowo odkrywając siebie.  To niesamowite jak czas spędzony z dziećmi nawet jeśli nie robimy z nimi rzeczy wielkich i wspaniałych otwiera nas na siebie nawzajem. Widać to z każdym dniem, kiedy dzieci podchodzą do nas, stoją pod oknem naszego domu i wołają nas po imieniu czy po prostu otwarcie opowiadają o swoich marzeniach, są ciekawi jak wygląda życie w Polsce itp. Zwykłe dni, zwykłe czynności mieszkańców St. Jude stają się naszą codziennością i naszym udziałem. To tyle z historii zwykłych. Z kategorii zdziwienia roku : przemierzaliśmy ugandyjskie  drogi jadąc na „pace”, byliśmy z wizytą u brata Ellio, który pokazał nam groby pracowników szpitala, którzy zmarli z powodu zakażenia wirusem Ebola. W końcu udało się zorganizować letnie kino plenerowe. Zachwyt dzieci bezcenny. Część naszej grupy udała się na zwiedzanie farmy no i na koniec… będąc z wizytą u brata Ellio podczas obiadu daniem głównym był… pyton. Wyobrażam sobie teraz jak wszyscy czytający przecierają oczy ze zdumienia. Tak to prawda. Na farmie znaleziono 4 metrowego węża, w piętnastoosobowym gronie zjedliśmy 60 cm jego długości. Smakował jak mieszanka kurczaka z rybą, w wersji jednych lub jak sam kurczak w wersji drugich. Jedni i drudzy byli zadowoleni i jedli ze smakiem. Wszyscy teraz życzą Wam spokojnej nocy i dnia małych i wielkich zachwytów nad wszystkim.

Iwonka

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.