Kolejny dzień przywitał nas zachmurzonym niebem. Jednak burza i obfity deszcz nie przeszkodziły nam w radosnej zabawie z dziećmi. Uśmiech nie schodził z naszych i ich twarzy. Wspólny śpiew, prosta gra w łapki oraz taniec w strugach deszczu przyczyniły się do pogłębienia naszych relacji z nimi.

Natomiast trzech śmiałków z naszej grupy wybrało się dzisiaj na farmę. Pomagali tam w uprawie m.in. kukurydzy, ryżu, słodkich ziemniaków, kasawy, fasoli, bananów i ananasów. Ponieważ dobrze się spisywali, dostali od farmerów trzcinę cukrową, którą z apetytem wcinaliśmy podczas kolacji.

Wciąż trudno mi uwierzyć w to, że Bóg spełnił pragnienie mojego serca związane z doświadczeniem misji w Afryce. Niesamowite jest być tutaj i z ogromnym pokojem oraz szczęściem w sercu patrzeć w oczy afrykańskich dzieci, trzymać je za ręce czy rozmawiać z nimi. Myślę, że nie ma nic cenniejszego nad to, by być z tymi ludźmi, poznawać ich, wchodzić w relacje z nimi. Nigdy nie zapomnę oczu maleńkiego, czarnego dzieciątka, kilkumiesięcznego, wpatrującego się głęboko w moje oczy. Te dzieci, jak wszystkie inne potrzebują tego samego. Czy są bogate, czy biedne, czy to mieszkają w Europie czy Afryce, czy mają rodziców czy też są sierotami, wszystkie potrzebują miłości, i to je łączy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.