Pierwszy dzień naszego pobytu rozpoczęliśmy od wspólnej modlitwy, śniadania z tradycyjnym masłem  orzechowym, ananasami i bananami J Następnie po szybkim pakowaniu udaliśmy się w kierunku Kasaali do wspólnoty Misjonarzy Kombonianów. Przed owym wyjazdem udaliśmy się na drobne zakupy, podziwiając przy tym mieszkańców miasta oraz co muszę podkreślić żeńska część naszej grupy jednogłośnie stwierdziła, że tutejsi mężczyźni są bardzo przystojni J nie umniejszając przy tym naszym Panom rzecz jasna J. Należy tutaj podkreślić, że od wczoraj towarzyszy nam Danusia Świecka Misjonarka, która przebywa w Ugandzie już od roku i to ona jest naszym mózgiem operacyjnym i pomocnikiem i tłumaczem za co DZIĘKUJEMY! J Charakterystyczny jest wszechobecny uśmiech, nie ważne czy ludzie na ulicy nas znają czy nie po prostu się uśmiechają, pozdrawiają. W Polsce wydaje się to być raczej rzadkością. Kolejną cechą charakterystyczną jaka rzuciła mi się w oczy jest ujmująca radość, wystarczy kilka taktów muzyki i już rozpoczyna się impreza. Byliśmy dziś świadkami zabawnej sceny, kiedy przejeżdżając przez ulice przyjechał samochód z rozstawionymi głośnikami a tutejsi ludzie natychmiast zaczęli tańczyć. Pomijając uroki Afryki naszą uwagę zwróciły dwie sytuacje, które pokazały nam pewien kontrast pomiędzy Afryką a Europą. Wczoraj po odebraniu nas z lotniska, w nocy byliśmy świadkami smutnej sceny, gdy mała dziewczynka z drugą może 2-3-letnią bez butów i w brudnych ubrankach zaczepiały jadących kierowców, w trakcie oczekiwania na zmieniające się światła podchodziły do nas prosząc o pieniądze. Dzisiaj będąc w Kaasali przed kościołem spotkaliśmy grupę dzieci, chcieliśmy się z nimi przywitać a one podeszły  i… klęknęły. Można to rozpatrywać oczywiście pod kątem ich szacunku czy do białych czy też po prostu do starszych jednak ja zaczęłam się zastanawiać nad tym jak my w Polsce szanujemy siebie, swoją godność, swoich bliskich czy nie ranimy ich a jeśli tak to umiemy przeprosić czy pokazać jak druga osoba jest dla nas ważna i cenna mimo, że nie zawsze to ukazujemy a może właśnie POWINNIŚMY. Wracając do Kassali mieliśmy możliwość spotkania ze świeckim misjonarzem z Niemiec, który opowiedział nam o swoim dośw. oraz rozmawialiśmy  z nim o naszych motywacjach w kwestii naszego pobytu w Ugandzie. Z racji tego iż odległości pomiędzy miastami to kilka godzin jazdy mieliśmy możliwość podziwiania przyrody, ludzi; spotykających się przed domem, w polu na ulicy, wszędzie w większych grupach i rozmawiających lub po prostu przebywających razem- te afrykańskie poczucie czasuJ, naszej uwadze nie umknęli policjanci z białych mundurach pytający z szczerym zainteresowaniem: How are you, do you eat banana’s? Teraz jesteśmy w Aber gdzie spędzimy weekend a w poniedziałek udamy się do naszego docelowego miejsca pobytu czyli Gulu, gdzie będą nas czekać „nasze” kochane dzieci. Wszystkich czytających bloga przepraszam za chaotyczność wpisu i tłumaczę się zmęczeniem i mnogością wrażeń, trudną do usystematyzowania i zmieszczenia w kilku zdaniach przynajmniej na razie J Pozdrawiamy serdecznie wszystkich czytających z mniej lub bardziej zapartym tchem naszego bloga, prosimy o cierpliwość w oczekiwaniu na wpisy jak i zdjęcia ponieważ pewnych problemów technicznych nie ominiemy. Polecamy się Waszemu wsparciu.

Iwonka

Reklamy