Pobudka o 5:00 rano nie należała do największych przyjemności dnia dzisiejszego :). Ci, którzy powrócili wczoraj do Mafi-Kumase, musieli wstać z łóżka o wczesnej porze, aby zdążyć do Adidome na spotkanie z animatorami katolickich ruchów młodzieżowych. Animatorzy ci to osoby, które pisały niedawno maturę, a oczekując na wyniki, pracują jako nauczyciele. Madzia, Tomasz i Ojciec Maciej, mogli pospać nieco dłużej – w Adidome pozostali na noc, i choć zastały ich trudne warunki, nie narzekali. Pozostali odbyli pickupem jeszcze bardziej interesującą podróż niż wczoraj. Rekord prędkości został pobity – 110 km/h po polnych drogach. Na 6:30, czyli na Eucharystię, udało im się zdążyć.

Lał deszcz i trzaskały pioruny. Nie przeszkodziło to Justinowi – naszemu przyjacielowi z „In my Father’s house”, aby nas odwiedzić. Co ciekawe, Togijczyk jest liderem świeckich misjonarzy kombonianów w prowincji Abor, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy. W drodze powrotnej pojechaliśmy nad rzekę Voltę, po której mieliśmy płynąć łódkami canoe, ale ze względu na ryzyko niebezpieczeństwa, wynikające ze zmiennych warunków atmosferycznych, tylko obeszliśmy się smakiem.

W Mafi-Kumase spędziliśmy dzisiejsze popołudnie. Ośrodek, w którym mieszkamy, położony jest w malowniczej okolicy, z bardzo ciekawym płaskowyżem. Postanowiliśmy zobaczyć, jak wygląda okolica z perspektywy lotu ptaka. Afryka pokazała nam piękne oblicze, z którym z pewnością trudno nam będzie się rozstać.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.