Czy osoby niepełnosprawne skazane są na brak możliwości normalnego funkcjonowania? Wizyta Madzi oraz Ojca Maćka w ośrodku Zgromadzenia Guanelianów pokazała, iż niekoniecznie. Guanelianie prowadzą tam kompleks rehabilitacyjny dla osób niepełnosprawnych, a także szkołę zawodową. Organizują warsztaty krawieckie i tkackie. Dwójka naszych przedstawicieli miała więc okazję podpatrzeć, jak radzą sobie osoby chore – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Dzielność podopiecznych ośrodka budziła respekt. Madzi i Ojcu Maćkowi szczególnie zapadło w pamięć dwoje dzieci. Lidya, mała dziewczynka ze sparaliżowaną lewą stroną ciała, bardzo sprawnie operowała rozmaitymi przedmiotami, używając jedynie prawej ręki i prawej nogi. Udało jej się nawet bardzo precyzyjnie założyć Ojcu Maćkowi bandaż! Patrick z kolei, pomimo zaawansowanego kalectwa (porusza się wyłącznie na wózku inwalidzkim), zdołał oswoić się z miejscowym osiołkiem, pomimo iż z początku mogło się wydawać, że przyjaźń pomiędzy chłopcem a Kłapouchym raczej możliwa nie jest.

Nić porozumienia z mieszkańcami okolicznych wiosek nawiązali również Gosia i Kamil. Większość poniedziałku spędzili oni na poznawaniu codziennego życia Ghańczyków – rozmowach z nimi i próbie przeniknięcia przez ich problemy. W ramach ciekawostki warto dodać, iż w drodze powrotnej natknęli się oni na dwa posążki voodoo. Według tutejszych wierzeń, jeden z nich pełni rolę złotej rybki – spełnia życzenia mieszkańców. Drugi natomiast otwiera oczy wiernych na sprawy duchowe. Makafi, jeden z tambylców, wyjaśnił Gosi i Kamilowi, że dopóki nie będą przejawiać niechęci do voodoo, dopóty są bezpieczni, a nawet mogą kierować do posążków swoje własne prośby.

Pozostałe osoby spędziły swój czas w „In my Father’s house” na organizowaniu dzieciom zajęć oraz uczestnictwie w codziennych modlitwach. Nagrodą dla najbardziej zaangażowanych osób były lody bananowo-czekoladowe produkcji polskiej. Nikt nie grymasił, co możemy potraktować jako nasz wielki kulinarny sukces :).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.