Praca misjonarza wiąże się z ciągłą mobilnością. Dzisiaj mieliśmy okazję przekonać się o tym na własnej skórze. Informacja o możliwości wyjazdu na outstation błyskawicznie postawiła nas na nogi. Po szybkim śniadaniu wyruszyliśmy w daleką drogę do wioski Agovinu, leżącej na terenie parafii Atiavi. Jest ona jedną z 15 outstation należących do tej parafii. Z racji braku księży , a także przez utrudniony dojazd msze święte odbywają się tu raz w miesiącu. Zaraz po opuszczeniu samochodu wsiedliśmy do canoe i przeprawiliśmy się na drugi brzeg rzeki. W trakcie spływu podziwialiśmy bogatą florę tego miejsca (lilie wodne i ponad metrowe trawy).

Eucharystia, jak zwykle w Afryce tętniła życiem. Śpiewali i tańczyli wszycy: mali, duzi, starsi i młodsi, chłopcy i dziewczyny. Skąd oni biorą na to energię – tego nie wiemy. Nie obyło się bez bardzo miłego akcentu. Po Mszy humorystycznie przedstawiono nas całej wspólnocie. Znów poczulismy się jak u siebie w domu. Mieliśmy okazje poznać m.in.Wiktora, który w 1951 roku jako pierwszy przedstawiciel Agovinu przyjął chrzest. Od tamtego momentu chrześcijaństwo zagościło w wiosce na dobre. Warto w tym miejscu odnotować, że ojciec Giuseppe (kombonianin, twórca „In my Father’s house”) zainicjował budowę szkoły i wodociągów, które w znaczący sposób ułatwiły życie mieszkańcom.

Wycieczka nad ocean niestety nie doszła do skutku. Nie było w tym naszej winy, na szczęście mecz piłki nożnej odegnał wszelkie smutki 🙂

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.