Spokojny sen po długiej podróży z Cape Coast pozwolił podładować nam akumulatory. Wracając do Abor czuliśmy się tak, jakbyśmy wracali do domu. Tuż po porannej Eucharystii wzięliśmy się do pracy. Dużo ciekawego działo się w szpitalu, gdzie nasi medycy – dzięki uprzejmości miejscowych lekarzy – mieli możliwość dokonania obserwacji poważnej operacji wycinania guza (jego wielkość można porównać do wielkości ludzkiej głowy!). Co ciekawe, Elę, Monikę i Madzię przyjęto po 4 dniach absencji z entuzjazmem, gdyż na ich widok ucieszyli się zarówno pacjenci, jak i personel medyczny.

Grupa edukacyjna razem z dziećmi przygotowywała kartki, które po południu wysłaliśmy do osób, które wspierają nas modlitewnie. Mamy nadzieję że wszystkie dotrą do adresatów przed naszym powrotem do Polski.

W dniu dzisiejszym swój pedagogiczny sukces odniósł Artur. Ujarzmił grupę z szóstej klasy – to ta która dała mu się we znaki poprzednim razem i rzucała w niego samolotami :). Należy tutaj podkreślić, że zrobił to bez użycia przemocy fizycznej, która jest cechą charakterystyczną tutejszych pedagogów, tracących niekiedy panowanie nad sobą (dzieci za niewłaściwe zachowanie obrywają kijami).

Grupa rolnicza skontrolowała swoje poletko. Ku wielkiemu zaskoczeniu, pod naszą nieobecność ilość grządek uległa znacznemu powiększeniu. Chłopcy pod przewodnictwem Elikplima i Johna wysiali pomidory i wysadzili cebulę. Niestety, ale gleba jest tak przesuszona, że musimy je codziennie obficie podlewać. Jutro planujemy rozpocząć wysiew kapusty. Na ten cel przeznaczymy największą część naszego poletka. Korzystając z okazji pragniemy gorąco pozdrowić fanów kiszonej kapusty :). Naszym marzeniem byłoby chować kurczaki oraz świniaki, które mogłyby codziennie trafiać do kuchni.

Poznaliśmy również Amerykanina Tommy’ego, który przyjechał odwiedzić ojca Joe. W wolnej chwili uczył dzieci gry w rugby. Było to trudne, bo rozumiały co dziesiąte jego słowo (i tak lepiej od nas, my rozumiemy co dwudzieste).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.