Chór gospel w stylu amerykańskim ubarwił poranną Mszę św. w Akrze. Trwająca aż 2 godziny uroczystość nikogo jednak nie znużyła – Ghańczycy modlą się w sposób ekspresyjny, co udzieliło się i nam :). Niedziela to dzień wolny od pracy, w związku z czym pozwoliliśmy sobie na odrobinę szaleństwa w hostelowym basenie (dla Kamila był to pierwszy raz w tego rodzaju akwenie). Tuż po obiedzie znów ruszyliśmy w podróż – tym razem do Cape Coast, miejscowości oddalonej o trzy godziny drogi na zachód od stolicy Ghany. Jazda upłynęła na obserwacjach nieznanych nam gatunków roślin, które należy określić jako egzotyczne. Po drodze jak zwykle zaczepiali nas uliczni handlarze, którzy twarzami przyklejali się do szyb, ciekawym widokiem była także wywrócona na poboczu ciężarówka. Kiedy dotarliśmy do punktu docelowego, zjedliśmy kolację i odmówiliśmy nieszpory.

Na zakończenie dnia Ojciec Vincenzo, gospodarz domu w Cape Coast, opowiedział nam o swoim powołaniu i życiu misyjnym. Udzielił również wskazówek, jak rozeznać drogę życiową. Zmęczeni, ale zadowoleni, skierowaliśmy się do swoich łóżek, myśląc już o tym, jak wiele wrażeń czeka nas następnego dnia :).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.