Szpitalnych zmagań grupy medycznej ciąg dalszy. Praca idzie coraz sprawniej, dziewczęta błyskawicznie poznały procedury panujące na oddziale. Nawet językowe pertrubacje nie przeszkodziły w nawiązaniu nici porozumienia w szpitalnym otoczeniu. Smutnym, poruszającym serca aspektem pobytu w placówce była sytuacja jednej z pacjentek, zmagającej się z poważną infekcją powstałą w wyniku amputacji nogi. Kobieta nie tylko nie ma środków na leczenie, ale i sama musi pomagać swojej chorej matce. Później przyszedł jednak czas na bardzo pozytywny bodziec – euforię na oddziale pediatrycznym. Podarowane dzieciom maskotki zrobiły furorę, czemu w zasadzie trudno się dziwić – prezenty uwielbia dostawać każdy, a szczególnie dzieci :).

Grupa agralna także nie próżnowała w czwartek. Jej heroizm zapisze się w annałach Afryki Zachodniej. Motywacje Tomasza i Kamila najłatwiej byłoby opisać słowami piosenki Golec uOrkiestra: „Pole, pole, łyse pole, ale mam już plan”. Naszym dzielnym panom towarzyszyli Elicplim oraz John. Ten pierwszy myśli podobno o utworzeniu plantacji fasolki – może dzięki pomocy z Polski uda mu się ten plan zrealizować. Kolejnym etapem prac będzie utworzenie kompostownika, dzięki któremu odpadki z kuchni w „In my Father’s house” nie będą lądować za murem ośrodka.

Późnym popołudniem, kiedy Tomasz zakończywszy już pracę doprowadził się do stanu używalności (było to trudne, ale mu się udało), wraz z Moniką stworzył grupę zapaleńców podwórkowych kółek różańcowych. Casting cieszył się wielką popularnością i według niepotwierdzonych plotek, mieszkańcy internatu planują przeprowadzić strajk w dniu, w którym będziemy musieli wrócić już do Polski. Wszyscy członkowie kółek otrzymają swoje legitymacje, dzięki którym poczują z nimi dodatkową więź.

Gosia z Asią kontynuowały w szkole naukę języka polskiego. Tematem przewodnim – narzuconym zresztą przez dzieci – była miłość, a efektem lingwistycznej gimnastyki, takie wyznania, jak „kokam cie”, „kcie cie pocałować” czy „jestesz piekna”. Artur na lekcjach muzyki pokazał dzieciom, czym są nuty, i co ciekawe, w ciągu kilku godzin lekcji z różnymi klasami oberwał tylko jednym samolotem. Ojciec Maciek przygotował prezentację o Danielu Combonim dla kilkudziesięciu mieszkańców „In my Father’s house”, przedstawiając sylwetkę naszego patrona. Dla wszystkich nas był to bardzo udany dzień – jeszcze lepszy od wczorajszego. Aż strach będzie się obudzić jutro :).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.