Nowy dzień w Afryce rozpoczął się od Mszy św. razem z dziećmi z naszej wioski. Pierwszy raz mogliśmy razem modlić się i przyjąć Eucharystię. Pieśni prowadzone w języku ewe są bardzo melodyjne, szczególnie w połączeniu z bębnami. Dla ojca Maćka prowadzenie homilii po angielsku to nowe wyzwanie – dzisiaj zabrakło mu rekwizytów do przypowieści o przyszywaniu łaty na stare ubrania.

Na dwa dni pożegnaliśmy naszych sąsiadów – scholastyków z Centralnej Afryki oraz o. Macieja, którzy udali się do Akry, stolicy Ghany, by tam odwiedzić dwie wspólnoty Kombonianów.

Po raz pierwszy mieliśmy okazje odwiedzić Ghańczyków w ich domach, wśród ich zagród, na ich podwórkach. Wzbudzaliśmy duże zainteresowanie i wiele uśmiechów, a nasze krakersy „Lajkonika” przysporzyły nam wielu ciekawskich. Kolejny raz dzieci skakały nam na szyje i ciągnęły za nogawkę krzycząc „yevu, yevu” (biały, biały). Domy w Abor są nisko zabudowane, bardzo proste, ale w większości z materiałów lokalnej produkcji. Na koniec spróbowaliśmy tutejszego piwa oraz przysmaków z grilla. To dobry dzień dla naszych żołądków, bo na kolację mogliśmy podjadać sery przywiezione przez Włochów.

Ela, Monika i Magda, czyli grupa medyczna miały możliwość zapoznania się ze szpitalem. Doświadczyliśmy ogromnej otwartości i radości od dyrektora i całego personelu, którzy z zaangażowaniem pokazywali nam swoje miejsce pracy. Zobaczyliśmy porodówkę, oddział dziecięcy, aptekę, laboratorium, przychodnie, oddział ratunkowy i kostnicę…Wszystko zrobiło na nas ogromne wrażenie – zwłaszcza dobrze zarządzany system pracy, sprawna organizacja oraz serdeczność pracowników względem ich samych. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do kościoła parafialnego, gdzie mogliśmy adorować Najświętszy Sakrament. To był dla nas dobry dzień.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.