Dzień drugi za nami🙂 I tym razem nie zabrakło wrażeń. Wraz z Wisdomem – naszym afrykańskim przewodnikiem – udaliśmy się do centrum miasta, a następnie do okolicznych wiosek, w których życie, delikatnie rzecz ujmując, wygląda „trochę” inaczej niż u nas. Targowisko w Abor nie przypominało typowych polskich bazarów, choć asortyment zaproponowany przez tamtejszych handlarzy jest bardzo imponujący. Począwszy od lokalnego jedzenia, przez ubrania made in China, a skończywszy na kolorowych tkaninach. Znów byliśmy w centrum uwagi. Nasza konsumpcja trzciny cukrowej wzbudziła powszechne zainteresowanie (uporanie się z nią okazało się nie lada wyzwaniem, ale daliśmy radę). Kolejnym przystankiem naszej wycieczki była miejscowość Anyako, która doskonale ukazuje afrykańskie warunki życia – zniszczone domy, rozrzucone śmieci i brak perspektyw na przyszłość. Odwiedziliśmy też szpital i ośrodek rehabilitacyjny. To, co nas zdziwiło, to ich bardzo dobry (jak na Afrykę) stan oraz szeroki wachlarz programów pomocy dla Ghańczyków. Wszystkie te doświadczenia były bardzo cenne i ubogacające, pomogły nam zrozumieć sytuację, w jakiej znajdują się tamtejsi mieszkańcy. „Wioska dziecięca” – ta, w której my stacjonujemy – też nie poraża standardem, choć jak na Afrykę warunki mamy dobre. Internet jest jaki jest, dlatego na zdjęcia będzie trzeba poczekać – obiecujemy, że jutro na pewno się zjawią🙂.

This slideshow requires JavaScript.