Wczoraj rano wyruszyliśmy w daleką podroż do Ewaso Kedong, gdzie żyją Masaje. Okazało się, że Maciek jest niezłym kierowcą – 60 km jechaliśmy przez 2,5 godziny! Oczywiście ta droga nigdy nie widziała asfaltu, ale świetnie nadawałaby się na rajd Paryż-Dakar. Na miejscu czekało nas wiele niespodzianek – piękny ogród, ciepła woda, prąd, piwo w lodówce… a to wszystko na kompletnym odludziu. Misja istnieje od niedawna (dopiero 7 lat) i rozciąga się na ogromnym obszarze zamieszkałym głownie przez Masajów. Pracuje tutaj jeden ksiądz i 4 siostry zakonne. Siostry bardzo mocno angażują się w obronę praw kobiet, walcząc przeciw obrzezaniu dziewczynek i wydawaniu ich za mąż wbrew ich woli i w bardzo młodym wieku (10-12 lat!!!) Stąd też właśnie powstaje ośrodek dla dziewczyn, które z rożnych powodów uciekają z domu. Przy parafii jest też przedszkole, w którym spędziliśmy trochę czasu na zabawie z najmłodszymi. Zafascynował nas sposób witania się wśród Masajów. Otóż dziecko nie podaje ręki dorosłym, ale pochyla głowę, czekając na swego rodzaju błogosławieństwo – patrz zdjęcie. Nasz przyjazd do Ewaso zbiegł się z niesamowitym wydarzeniem. Popołudniu spadł lekki deszczyk. Pewnie myślicie cóż w tym dziwnego. Otóż w tym miejscu od roku nie spadła ani kropla wody!!!

No, ale oczywiście nie siedzieliśmy sobie cały czas w wygodnym „domku dla gości”. Wybraliśmy się w odwiedziny do jednej masajskiej wioski. Może ‚wioska’ to za dużo powiedziane – dotarliśmy do malutkiej osady – dosłownie z osiem domków zrobionych z patyków i gliny wymieszanej z krowimi odchodami. Domki małe, ale świetnie zorganizowane – w środku jest miejsce dla każdego – nawet dla kóz i pszczół (w środku było pszczele gniazdo – w które Maciek prawie włożył głowę). W drodze powrotnej do Kibiko mieliśmy dużo szczęścia – zobaczyliśmy gazele, antylopy, zebry i stado żyraf!!! W ogóle krajobraz dookoła nas, według naszych wyobrażeń, był prawdziwie afrykański.

druga grupa też nie próżnowała…

Rano, koło ósmej, przyszliśmy do domu Misjonarek Miłości. Zobaczyliśmy różne oddziały, w których pracowały. Cały dzień spędziliśmy na wolontariacie, będąc z dziećmi niepełnosprawnymi, m. in. bawiąc się z nimi, karmiąc je, masując, wieszając ich pranie czy biorąc niektóre z nich na spacer. Każdy z nas wyniósł stamtąd piękne doświadczenia. Był to bardzo męczący, ale cudowny dzień.