Tego dnia naszym rannym ptaszkiem była Danusia. Pomogła przygotować śniadanie i coś na później do szkoły dla chłopaków. Planowaliśmy spotkać się z naszym znajomym – Fredem w mieście o godzinie 10. Wyszło bardzo „afrykańsko” czyli dopiero po 10 wyjechaliśmy z Kibiko. Pierwszym miejscem gdzie się udaliśmy była Kibera – największy, ponad milionowy slums w Afryce! Jest to miejsce niesamowitych kontrastów: po jednej stronie rzeki mamy gigantyczny slums i mnóstwo śmieci, a po drugiej nowe osiedle z ładnymi domami, a nawet pole golfowe! Wędrując po Kiberze trafiliśmy do domu Freda, gdzie spotkaliśmy jego mamę. Ta kobieta, razem ze swoimi znajomymi nie chciała przyglądać się biernie tragicznej sytuacji ludzi w slumsie, dlatego stworzyli oni Laini Saba Project Centre and Homecare – projekt, angażujący 50 osób, które na wielu płaszczyznach pomagają ludziom w Kiberze; czy to sam otna matka, czy porzucone dziecko – każdy możne liczyć na ich wsparcie. Jeszcze tylko szybkie odwiedziny w parafii w Kiberze, które przyniosły wiele wspomnień Maćkowi, bo tutaj, siedem lat temu pracował podczas swojego pierwszego doświadczenia misyjnego. Dzisiaj popołudniu na chwilę oderwaliśmy się od rzeczywistości slumsu. Collins zabrał nas do zoo przy Nairobi National Park. Tam, spacerując mogliśmy stanąć oko w oko z samym królem zwierząt czy wielkim pawianem. Później czekała nas jeszcze sympatyczna i pyszna kolacja w lokalnej knajpce. Po powrocie do Kibiko Msza św., ciepła herbatka i do spania.

Dzisiaj dostaliśmy namiary naszych Aniołów Stróżów i okazuje się że jest Was aż 40! To niesamowicie budujące. Dziękujemy bardzo wszystkim, którzy wspierają nas swoją modlitwą!

Wtorek w 2 grupie:

Naszym dzisiejszym celem było także centrum dla dzieci ulicy – Napenda Kuishi, po przeciwnej stronie Korogocho względem wczorajszego Boma. Szybki rzut oka na budynek, zwięzły opis działania tego centrum i ruszamy do akcji: Krzysiek i Łukasz zostają z chłopakami w ośrodku, a ja (Mati) i Ewa idziemy razem z dwoma social workers na ulice, żeby szukać dzieci, które nie przyszły w tym dniu. Mieliśmy przy tym okazję wkroczyć w naprawdę tajemnicze zakamarki. Weszliśmy do miejsca, w którym zbierają się i nocują starsi chłopcy uzależnieni od wąchania kleju, tzw. “bazy”. Przeszliśmy koło ogromnego wysypiska śmieci Dumping Site, żeby znaleźć się w innej “bazie”, młodszych chłopców. Tym samym wyszliśmy z Korogocho, co dało nam okazję do sfotografowania tego slumsu. Krzysiek i Łukasz brali w tym czasie udział w zajęciach dla chłopców, które odbywały się w budynku ośrodka. Koło pierwszej zjedliśmy obiad, już w komplecie siedząc przy komboniańskim stole. Popołudniu uczestniczyliśmy w spotkaniu z alkoholikami, którzy są jednocześnie uzależnieni od innych używek. Nasz powrót do domu od kolacji oddzielała jedynie garść frytek kupionych przy drodze. Wspomnianą kolacją przejmuje się dzisiaj Krzysiek – jego kolej.